Strony

Google Website Translator Gadget

czwartek, 29 marca 2012

Kakaowe babeczki z brzoskwiniami

   Mogłabym napisać muffinki, ale przecież taka obca muffinka, to nasza swojska babeczka:-) A że w papierowej foremce wstawionej do specjalnej formy z zagłębieniami? Ot, wygoda. Tak samo można ją przecież upiec w zwyczajnej, tradycyjnej, metalowej foremce.
   Miałam kilka przepisów na babeczki, zatem jak zwykle wzięłam trochę z jednego, trochę z innego. Efektem są pyszne ciastka, więc spokojnie mogę polecić moją wariację. 
   Do ich wykonania potrzebne są:

  • 2 szklanki mąki pszennej - przesianej,
  • 1 i 1/2 szklanki cukru trzcinowego,
  • 1 opakowanie cukru waniliowego,
  • 1/3 szklanki gorzkiego kakao (sypkiego;-)), a o kakao można poczytać na stronie: http://super-jedzenie.pl/74/kakao/
  • 1/2 szklanki miękkiego masła,
  • 1 i 1/2 szklanki jogurtu naturalnego,
  • 1/2 szklanki mleka,
  • 2 jajka,
  • 1 i 1/2 proszku do pieczenia
  • brzoskwinie z puszki - pokrojone w małe cząsteczki.
   Włączamy piekarnik, żeby nagrzał się do 170 stopni.
   W jednej misce mieszamy przy pomocy łyżki mąkę, kakao i proszek do pieczenia. W drugiej miksujemy na niskich obrotach masło z cukrem i cukrem waniliowym, jajkami i jogurtem. 
   Do drugiej miski powoli wsypujemy zawartość tej pierwszej, mieszając powoli. Kiedy widzimy, że ciasto robi się zbyt gęste i oporne, dolewamy mleko. Ale nie wszystko od razu, bo może się okazać, że pół szklanki to za dużo. Ciasto powinno być raczej gęste. 
   Na koniec do masy wrzucamy pokrojone na cząstki brzoskwinie i delikatnie mieszamy. 
   Napełniamy foremki (około 1 i 1/2 łyżki ciasta) i wkładamy do nagrzanego piekarnika na 40 - 45 minut. 
   Z tych proporcji wyszło mi 28 babeczek, więc piekłam je w dwóch turach. Zapach w domu - zniewalający...  


Przepis bierze udział w akcji durszlakowej "Babki i babeczki".

środa, 28 marca 2012

Makaroni z pesto i roszponką

   Jeśli zostało Ci trochę makaronu z wczoraj, co u mnie często się zdarza, bo zazwyczaj gotuję za dużo, oto sposób na jego smakowite wykorzystanie:-)

  • makaron z wczoraj - w tym razem  tagliatelle i papardelle,
  • kilka pomidorków koktajlowych,
  • łyżka pesto - niestety, korzystam z gotowego pesto alla genovese, ale pewnego dnia sama zrobię ten sos, słowo!
  • roszponka,
  • tarty parmezan,
  • odrobina oliwy na patelnię.
   Makaron wrzucam na rozgrzaną oliwę, podsmażam przez chwilę. Dorzucam do niego pomidorki koktajlowe przekrojone wcześniej na pół i zmniejszam ogień. Jak wszystko się podgrzeje, na pomidorkach zmarszczy się skórka, to dodaję łyżkę pesto. Mieszam dokładnie i po chwili wyłączam gaz. Odstawiam patelnię, do mieszanki dokładam garść roszponki. Danie podaję posypane parmezanem. 
   Szybko, kolorowo, smacznie i zdrowo, a na dodatek nic się nie zmarnuje:-)
   Przepis bierze udział w akcji durszlakowej "Makarony Świata".

niedziela, 25 marca 2012

Czarny ryż Venere z krewetkami

   Ochotę na czarny ryż miałam już dawno. Ostatnio, kupując makarony w sklepie "Piccola Italia" w Warszawie, wypatrzyłam na półce "Riso Venere" - specjalną, szlachetną odmianę dzikiego ryżu. Nie mogłam przejść obok niego obojętnie;-) Nie jest tani, ale nic dziwnego. Ryż czarny nie ma nic wspólnego z ryżem barwionym na czarno atramentem mątwy. Ma za to specyficzny, delikatny orzechowy smak, intensywną barwę i zniewalający aromat. Oczywiście jest zdrowy, bo jest bogaty w witaminy z grupy B. No i jest piękny - nadaje potrawom kolor ciemnej purpury. Włoska nazwa "Venere", czyli Wenus stanowi nawiązanie do jego właściwości afrodyzjaku. Dzisiaj już wiem, że Riso Venere będzie często wykorzystywany w mojej kuchni, bo lubimy towarzystwo Wenus;-)
   Co jest potrzebne:
  • około 3/4 szklanki Riso Venere,
  • 1 litr rosołu wegetariańskiego - ja idę na łatwiznę i korzystam z kostek rosołowych warzywnych bez dodatku soli, BioOaza Organic Products, produkcja włoska,
  • skórka otarta z połowy pomarańczy,
  • krewetki tygrysie,
  • 2 ząbki czosnku
  • około 1 kieliszka białego wytrawnego wina,
  • sól,
  • listki kolendry (więcej o tej pięknie pachnącej przyprawie: http://spec.pl/kulinaria/przyprawy/kolendra-nie-tylko-jako-przyprawa-sprawdz-jej-zastosowanie),
  • 1 łyżka masła,
  • 1 łyżka oliwy.
   Ryż wrzuciłam na sitko i opłukałam pod bieżącą wodą. Zostawiłam na chwilę, żeby ociekł. W garnku rozgrzałam oliwę, wrzuciłam na nią ryż, podsmażałam chwilę, energicznie mieszając, tak żeby ziarenka pokryły się oliwą i zeszkliły. Po kilku minutach zalałam ryż jedną łyżką wazową wrzącego rosołu i wrzuciłam drobno startą skórkę z pomarańczy i trochę soli - oczywiście na wyczucie... Ryż musi gotować się na małym ogniu około 40 minut. Trzeba od czasu do czasu pomieszać. A żeby się nie przypalił, należy dolewać bulionu, ale nie za dużo, żeby zdołał wchłonąć cały płyn. Mieszanie jest bardzo przyjemne, bo zapach chciałoby się chłonąć nie tylko nosem, ale każdym porem skóry. Wenus chyba na mnie podziałała, bo niewiele mi brakuje, żeby zakochać się w Riso Venere;-)
   Na około 10 minut przed zakończeniem gotowania ryżu wzięłam się za krewetki. Wcześniej je rozmroziłam, pozbawiłam ogonków, opłukałam i osuszyłam. Pozostało jedynie rozpuścić masło z czosnkiem na patelni i wrzucić na nie krewetki. Po kilku minutach, jak się trochę podsmażyły, lekko je posoliłam i wlałam do nich wino. Odczekałam aż płyn wyparuje i dopiero wtedy dodałam posiekane świeże listki kolendry. Chciałam, żeby oddały cytrynowo-anyżowy smak krewetkom, ale jednocześnie zachowały zielony kolor.
   Podałam ryż w formie piramidki obłożonej krewetkami z dodatkiem cząstek pomarańczy ozdobionych kolendrą.
   Było tak pysznie, że nie mam ochoty na wietrzenie kuchni. Chciałabym, żeby ten zapach i smak pozostał jak najdłużej.
   

sobota, 24 marca 2012

Koper włoski zapiekany z tym i owym

   Dwa dni temu spontanicznie kupiłam dwie bulwy kopru włoskiego - finocchio - brzmi podobnie do Pinokio;-), nie mając pojęcia, co można z tego czegoś zrobić... 
   Nie będę pisała tu o właściwościach kopru włoskiego, bo na stronie: http://www.naturaity.pl/apteka-natury/warzywa-i-owoce/item/84-koper-włoski.html znalazłam (przed chwilą) całkiem ciekawą informację w pigułce i kilka propozycji kulinarnych, z których pewnie kiedyś skorzystam.
   W czwartek jeszcze nie znałam tej strony, więc, przy okazji poszukiwania koprowych inspiracji kulinarnych, poćwiczyłam język włoski, ponieważ właśnie na włoskich stronach można znaleźć niemal nieskończoną ilość propozycji na przygotowanie tej aromatycznej jarzyny. 
   W końcu jednak nie zdecydowałam się na żaden z przepisów. Zawsze tak jest. Jak mam za dużo do wyboru, to robię coś po swojemu. Poniżej to i owo potrzebne do mojej zapiekanki:
  • 2 bulwy kopru włoskiego,
  • 1 średniej wielkości cukinia,
  • kilkanaście pomidorków koktajlowych,
  • 2 jajka,
  • 2 czubate łyżki jogurtu greckiego,
  • tarty ser typu pecorino albo parmezan do posypania,
  • sól, kmin rzymski, zielony pieprz, zioła prowansalskie, curry,
  • oliwa, 
  • wrzątek.
   Zaczęłam od umycia kopru, odkrojenia łodyg i zdjęcia wierzchniej warstwy z jednej z bulw, trochę jak w cebuli, bo druga była tak ładna, że nie potrzebowała się "rozbierać" z wierzchniego nakrycia. Przekroiłam obie bulwy na cztery części, włożyłam do garnka i zalałam zimną wodą, tak żeby pokryła jarzynę. Po doprowadzeniu wody do wrzenia, wsypałam 2 łyżki soli, zmniejszyłam ogień i gotowałam około 7 minut. Zapach, czy to surowego, czy gotowanego kopru włoskiego, jest oszałamiający. Lekko anyżkowy. Miękką jarzynę odcedziłam i pozwoliłam jej chwilę ostygnąć. 
   W tym momencie włączyłam piekarnik i ustawiłam na 200 stopni, aby do czasu przyrządzenia reszty zdążył się nagrzać.
   Cukinię dokładnie umyłam i pokroiłam (bez obierania) na plastry. Ułożyłam je na papierowym ręczniku i posypałam solą, żeby się trochę spociły, czyli utraciły ewentualną goryczkę. Po chwili wytarłam "pot" i wrzuciłam plastry na patelnię, na rozgrzaną oliwę. Obsmażyłam je lekko, posypałam ziołami prowansalskimi i curry. Odstawiłam do ostygnięcia.
   Pomidorki wrzuciłam na chwilę do wrzątku, odcedziłam, obrałam ze skórki i przekroiłam na połówki.
   W naczyniach żaroodpornych (tych, w których potem podałam zapiekankę), posmarowanych lekko oliwą, ułożyłam plasterki kopru, na nich plasterki cukinii przełożone połówkami pomidorków. W moździerzu utarłam zielony pieprz z kminem rzymskim i taką przepięknie, intensywnie pachnącą mieszanką przyprawiłam warzywa.
   Widelcem rozbełtałam jajka z jogurtem, tak by powstała jednolita mieszanka, którą zalałam warzywa. Na koniec wystarczy posypać po wierzchu startym serem i tak przygotowaną zapiekankę, przykrytą folią aluminiową, wstawić do piekarnika. Po 20 minutach zdjęłam folię i zapiekałam jeszcze 20 minut. Podałam gorącą. Idealnie smakuje popijana białym winem...




środa, 21 marca 2012

Makaronowe muszelki z pieczarkami i gorgonzolą

   Byłam dzisiaj na przemiłym spotkaniu, podczas którego - między mnóstwem innych tematów - pojawił się motyw makaronu. Oczywiście po powrocie do domu zrobiłam przegląd lodówki i postanowiłam wykorzystać pieczarki, które zostały mi z przedwczoraj, bo było ich za dużo do zapiekanki, oraz gorgonzolę. Część sera zużyłam wczoraj do zupy brokułowo-ziemniaczanej, o której nie napiszę, bo jeszcze muszę popracować nad wydobyciem smaku brokułowego;-)
   Oto z czego składało się moje dzisiejsze danie:

  • makaron conchiglie, czyli muszelki - nie muszle do faszerowania, nie minimuszelki do zupy, tylko takie pomiędzy,
  • 2 ząbki czosnku,
  • garść pieczarek,
  • 1 łyżka masła,
  • 1 łyżka oliwy,
  • solidna szczypta ziół prowansalskich,
  • gorgonzola,
  • łyżka jogurtu greckiego,
  • natka pietruszki,
  • sól.
   Oczywiście zaczęłam od oczyszczenia pieczarek i pokrojenia ich na plasterki. Ponieważ makaron potrzebuje około 12 minut, żeby być al dente, to w tym czasie, kiedy podskakiwał we wrzącej osolonej wodzie (warto od czasu do czasu zamieszać, żeby nie przywarł do dna), przygotowałam sos. 
   Na patelni rozgrzałam masło z oliwą i czosnkiem przeciśniętym przez praskę. Wrzuciłam na tę aromatyczną podstawę pieczarki, które po chwili odrobinę posoliłam i posypałam ziołami. Trzeba uważać z soleniem, bo gorgonzola jest sama w sobie słonawa i aromatyczna.
   Kiedy pieczarki się złociły, na mniejszej patelni rozpuściłam ser wymieszany z jogurtem (żeby złagodzić trochę ostrość gorgonzoli) oraz odrobiną wody z garnka, w którym gotuje się makaron, żeby sos nie był za gęsty i przez to ciężki.
   Makaron po odsączeniu wrócił do garnka, do którego powędrowały pieczarki oraz sos gorgozolowy i oczywiście natka pietruszki, którą uwielbiam w tym połączeniu. Poza tym listki pietruszki zawierają całe mnóstwo minerałów i witamin oraz doskonale wpływają na trawienie i przemianę materii. Więcej o tej zdrowej zieleninie można poczytać na http://www.swiat-zdrowia.pl/artykul/natka-pietruszki-witaminy-dieta. 
   Chyba muszę wyciągnąć aparat fotograficzny, bo zdjęcia z telefonu komórkowego jednak nie oddają pyszności potrawy...
   Przepis bierze udział w akcjach:


   Seromaniacy