Strony

Google Website Translator Gadget

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wytrawne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wytrawne. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 31 lipca 2014

Zapiekanka ziemniaczono-pieczarkowo-fasolowa

   Wiem, wiem, to nie pora na odpalanie piekarnika, skoro za oknem jest gorąco jak w piecu, ale porządkuję swoje zdjęcia i przepisy, dlatego dorzucam zapiekankę ziemniaczono-pieczarkowo-fasolową. Jak robi się chłodniej, to będzie jak znalazł ;-)
  • około 500 g pieczarek,
  • kilka ziemniaków,
  • 1 puszka czerwonej fasoli,
  • kawałek pora (biała część),
  • 2-3 ząbki czosnku,
  • 2-3 gałązki świeżego rozmarynu,
  • oregano, sól, pieprz, ostra papryka,
  • 2 jajka,
  • 2-3 łyżki jogurtu greckiego,
  • 2-3 łyżki startego parmezanu,
  • oliwa lub olej oraz odrobina masła.
   Ziemniaki, jeśli są młode, to dokładnie szoruję, nie obieram, kroję w plasterki. Gotuję je przez moment, bo dzięki temu zapiekanka krócej "siedzi" w piecu, skoro wkładam do piekarnika prawie miękkie ziemniaki ;-)
   Pieczarki oczyszczam, kroję na plasterki, podsmażam na rozgrzanej oliwie lub oleju wraz z czosnkiem przetartym przez praskę i porem pokrojonym w plasterki. Doprawiam solą i pieprzem. Pod koniec dodaję odrobinę masła, żeby pieczarki nabrały aromatu. Do pieczarek dodaję odlaną wcześniej czerwoną fasolę. Mieszam delikatnie.   
   Formę do zapiekania smaruję oliwą, układam warstwę ziemniaków, posypuję oregano, solą, świeżo mielonym pieprzem i ostrą papryką. Następnie kładę fasolkę wymieszaną z pieczarkami. 
   Całość polewam rozbełtanym jajkiem wymieszanym z jogurtem, odrobiną soli, pieprzu, papryki i oregano. Posypuję startym parmezanem. Na wierzch kładę gałązki rozmarynu.
   Przykrywam formę folią aluminiową (błyszczącą stroną do wewnątrz) i piekę w 180 stopniach ok. 20 minut. Następnie zdejmuję folię i podrumieniam zapiekankę przez ok. 5-10 minut. Jajko powinno się ściąć, a parmezan przypiec.
   Do tego chłodne białe wino i mniam...

Zupa pieczarkowa - prosta i szybka

  Kontynuując temat zup, które od czasu do czasu robię, i odgrzebując zdjęcia z galerii, poniżej zamieszczam przepis na prostą i tradycyjnie szybką zupę pieczarkową.
  • 500 g pieczarek,
  • ze 2 średniej wielkości marchewki,
  • kawałek białej części pora,
  • ze 2 ząbki czosnku,
  • trochę oliwy lub oleju,
  • odrobina masła,
  • kilka ziemniaków,
  • posiekana natka pietruszki,
  • sól, pieprz, ziele angielskie, liść laurowy, odrobina cukru trzcinowego,
  • gorąca woda,
  • łyżka wazowa mleka.
   Zaczynam od oczyszczenia pieczarek i pokrojenia ich na ćwiartki, albo jeśli są duże to na mniejsze kawałki. 

   Na rozgrzaną oliwę (lub olej) wrzucam czosnek przeciśnięty przez praskę oraz pokrojony w półplasterki por. Duszący się przez chwilę por doprawiam solą i odrobiną cukru trzcinowego. 
   Kiedy por się zeszkli i zanim czosnek się przypiecze, dodaję pieczarki. Solę je trochę, bo chcę, żeby puściły naturalne soki, które nadadzą zupie pieczarkowy smak.
   Po chwili wlewam gorącą wodę, dodaję przyprawy i marchewki pokrojone na półplasterki.
   W osobnym garnku, w osolonej wodzie, gotuję ziemniaki pokrojone w kostkę.
   Kiedy marchewka jest miękka, dorzucam do garnka z zupą odlane wcześniej ugotowane ziemniaki oraz natkę pietruszki. 
   Na koniec dodaję do zupy mleko i odrobinę masła.

wtorek, 29 lipca 2014

Coś na kształt ostro-kwaśnej tajskiej zupy tom-yum-kung

   Inspiracją do zrobienia tej zupy - poniekąd tajskiej ostro-kwaśnej w typie tom-yum-kung - była wizyta w naszej ulubionej susharni Shiro Sushi w Zielonce (http://www.shirosushi.pl) oraz wynaleziony później i oczywiście zmodyfikowany, jak to u mnie bywa, wpis ze strony zlotaproporcja.pl. 
  • 1 puszka mleczka kokosowego,
  • 2 szklanki wody,
  • 3 łyżki czerwonej pasty curry,
  • 3 świeże peperoncino (nigdzie wówczas nie mogłam kupić papryki chilli) plus szczypta suszonej peperoncino dla podbicia ostrości,
  • 250 gr krewetek koktajlowych (powinny być tygrysie, ale kiedy mnie naszła chęć na zupę, to były niedostępne w mojej okolicy),
  • pół zwykłej cebuli,
  • 1 pomidor,
  • 4 suszone liście limonki kaffir (pachną zjawiskowo),
  • 1 łodyga trawy cytrynowej,
  • kawałek świeżego zwykłego imbiru,
  • 3 łyżki soku z limonki,
  • 3 łyżki sosu rybnego,
  • 1 łyżka brązowego cukru,
  • posiekana świeża kolendra do posypania.
   Gotuję wodę w garnku, w którym powstanie zupa. Do gorącej wody daję liście limonki kaffir, imbir oraz łodygę trawy cytrynowej, którą wcześniej rozgniatam bokiem noża, żeby była bardziej aromatyczna. 
   Po chwili do garnka dodaję mleko kokosowe wcześniej zmieszane dokładnie z czerwoną pastą carry. 
   Następnie wrzucam pokrojoną w ćwiartki cebulę, pomidora (pozbawionego skórki) pokrojonego w kawałki, pokrojone w cienkie plasterki papryczki peperoncino (wcześniej oczyszczone z pesteczek) i trochę suszonego peperoncino. Dodaję sos rybny, który zastępuje sól, sok z limonki i brązowy cukier.
   Zupa powinna się chwilę pogotować zanim dodamy do niej krewetki. Z krewetkami, które były wcześniej obgotowane, wystarczą potem ze dwie minuty i gotowe:-) 
   Przed nalaniem na talerz wyrzucam z zupy trawę cytrynową, liście limonki i kawałki imbiru, a dodaję drobno posiekaną kolendrę.

piątek, 27 czerwca 2014

Grzanki-zapiekanki z patelni

  Zamiast jeść czerstwą bułkę ot tak, można zrobić z niej grzanki-zapiekanki z patelni - aromatyczne, chrupiące, szybkie i oczywiście smakowite:-)
  • kilka kromek bułki (wczorajsza jest idealna),
  • oliwa z oliwek (używam takiej, do której kilka dni wcześniej dodaję pokrojony w plasterki czosnek),
  • włoska przyprawa do bruschetty (suszony czosnek, oregano, bazylia, papryka chilli, sól),
  • starty ser Pecorino Romano,
  • ketchup,
  • marynowana papryka z cebulą i goździkami na lekko słodko (wg mojej szwagierki Basi - któregoś dnia, w kolejnym poście podam przepis:-)).
   Patelnię polewam oliwą czosnkową, plasterki bułki kładę na patelnię, wcieram w nie oliwę, przewracam na drugą stronę. Bułki posypuję przyprawą do bruschetty oraz serem. Przykrywam patelnię i czekam aż bułki zrumienią się od spodu. 
   Następnie, zarumienione, z roztopionym serem na wierzchu, przekładam na drugą stronę i pozwalam się im trochę przyrumienić od strony serowej.
   Podaję gorące z dodatkiem ketchupu i marynowanej papryki z cebulą.

Na patelni

...i gotowe

niedziela, 8 czerwca 2014

Młode ziemniaki pieczone z pomidorami, czosnkiem i olejem z awokado

   Tak mi się jakoś zachciało, mimo upału, pieczonych ziemniaków...

  • kilka niedużych młodych ziemniaków (nieobranych),
  • kilka ząbków czosnku (nieobranych), 
  • pomidory np. 2 sztuki,
  • kilka gałązek rozmarynu,
  • trochę oregano, grubej soli morskiej, ostrej papryki i świeżo mielonego pieprzu,
  • trochę natki pietruszki, 
  • trochę bułki tartej,
  • starty ser, np. pecorino,
  • Greencado, olej za awokado.

   Młodych ziemniaków z reguły nie obieram. Piekę ze skórką, bo jest pyszna. Zatem każdy ziemniak wymaga wyszorowania. 
   Blaszkę polałam odrobiną Greencado, oleju z awokado, i ułożyłam ziemniaki, wyszorowane i pokrojone na cztery części, skórką do góry.
   Pomidory pozbawiłam czubka, wydrążyłam, wsypałam do nich trochę bułki tartej wymieszanej z natką pietruszki, odrobiną oleju i sera pecorino. Położyłam je na środku blaszki.
   Wszystko posypałam solą, pieprzem, oregano i papryką. Dodałam nieobrane ząbki czosnku i gałązki rozmarynu. Całość skropiłam Greencado, czyli olejem z awokado.
   Przykryłam blaszkę folią aluminiową (błyszczącą stroną do wewnątrz) i wstawiłam do nagrzanego do 200 stopni piekarnika. 
   Po 20 minutach zdjęłam folię i posypałam całość tartym serem pecorino.
   Piekłam jeszcze ok. 15 minut, a pod koniec włączyłam termoobieg, żeby ser i skórka ziemniaków się przypiekła. Proste pyszności :-)

piątek, 6 czerwca 2014

Mozzarella, pomidory i marynowana cukinia - propozycja na kolację

  Skoro mam już gotową cukinię marynowaną w Greencado - oleju z awokado (www.olej-awokado.pl), to aż się prosi o dobre dla niej towarzystwo... 

  Dlaczego by nie wzbogacić smaku mozzarelli i pomidorów właśnie o taką cukinię? Nic prostszego:

  • kilka plasterków cukinii marynowanej w Greencado - oleju z awokado extra vergine,
  • kilka pomidorków koktajlowych,
  • 1 kulka mozzarelli,
  • kilka kropli octu balsamicznego i oleju z awokado Greencado,
  • odrobina świeżo zmielonego kolorowego pieprzu.

    Na talerzu ułożyć plasterki marynowanej cukinii, obok pomidorki koktajlowe przekrojone na pół i mozzarellę pokrojoną w grube plastry.
   Mozzarellę polać mieszanką oleju z awokado z octem balsamicznym i posypać odrobiną świeżo zmielonego pieprzu. Można ozdobić - tak jak ja to zrobiłam - listkami bazylii. 
   I gotowe:-) 
   Dobrze smakuje do tego grzanka, którą można zebrać olej, jeśli coś zostanie na talerzu, jak już zjemy cukinię, pomidorki i mozzarellę.

Cukinia marynowana w oleju z awokado

  Dzięki uprzejmości firmy Maryla Sp. z o.o. dystrybutora Greencado - oleju z awokado extra vergine (www.olej-awokado.pl) mogę posmakować tego niezwykłego produktu. 

   Bardzo lubię awokado i często wykorzystuję w swojej kuchni, ale pierwszy raz zetknęłam się z olejem wytwarzanym z tych wyjątkowych owoców. Smaczliwka, bo taka jest polska nazwa awokado, wywodzi z Meksyku, jednak olej Greencado, który mam okazję testować, powstaje na zielonej Wyspie Północnej Nowej Zelandii.
Greencado 

   Jak można przeczytać w ulotce dołączonej do przesyłki, olej z awokado extra vergine to bogate źródło przeciwutleniaczy, witamin E, C, A, D, K, PP i B. Poza tym zawiera więcej jednonasyconych kwasów tłuszczowych (to te, które redukują poziom złego cholesterolu), niż oliwa z oliwek. 
   W smaku jest bardzo delikatny. Ma piękny, głęboki, apetyczny, zielony kolor. 
   Polecany jest do spożywania na surowo - jako dodatek do sałatek, ale i do smażenia, pieczenia i grillowania, bo ma najwyższą temperaturę dymienia - aż 255 stopni - ze wszystkich olejów wytwarzanych na świecie.
  Postanowiłam zatem na początek przygotować marynowaną cukinię. Co jest potrzebne do zrobienia takiej przekąski we włoskim stylu?
  • 1 cukinia,
  • 3 ząbki czosnku pokrojone w plasterki,
  • Greencado - oliwa z awokado,
  • sól morska,
  • zioła prowansalskie.
   Zaczęłam od umycia cukinii, a następnie przekrojenia jej na pół w poprzek, i pokrojenia
Pocąca się cukinia
połówek wzdłuż w cienkie plasterki. Następnie posypałam każdy plasterek solą i odstawiłam, żeby cukinia się "spociła". Takie pocenie wytrąca ewentualną goryczkę.

   Po chwili spłukałam sól, osuszyłam plasterki cukinii i położyłam je na rozgrzaną patelnię grillową, którą wcześniej lekko posmarowałam Greencado - olejem z awokado. 
Cukinia zalana Greencado
   Usmażone plasterki cukinii ułożyłam w naczyniu, przekładając każdą warstwę kilkoma plasterkami czosnku, soląc delikatnie mieszanką morskiej soli i ziół prowansalskich. 
   Następnie polałam cukinię Greencado - olejem z awokado i odstawiłam, żeby przesiąkła smakami i aromatami. Będzie jak znalazł na przekąskę.
   Zamiast cukinii można także użyć bakłażana. 

wtorek, 4 marca 2014

Carpaccio z pieczonego buraka z kozim serem

   To, że nie pisałam dość długo na blogu nie wynika z zaprzestania gotowania, ale z braku wolnego czasu na fotografowanie i publikowanie :-) Ale to się właśnie zmieniło. Idzie nowe, zatem wracam do przyjemności dzielenia się tym, czym karmiłam innych i siebie.
   Od kilku tygodni króluje w mojej kuchni burak. Burak kiszony, sok buraczany,
Foto: Monia W.
barszcz z kiszonych buraków, ale o nich w kolejnych postach. Dzisiaj o carpaccio z buraków pieczonych, od którego zaczęła się piątkowa uczta - wielosmakowa i bardzo kolorowa - jak widać na załączonym zdjęciu. Zupę krem z marchewki z imbirem i danie główne, czyli 
zapiekany fenkuł i czarny ryż z tym i owym, opiszę już wkrótce. A na deser było tiramisu, o którym pisałam dawno, dawno temu...
   A teraz do rzeczy. Co jest potrzebne na sześć porcji carpaccio z buraka?

  • 2 nieduże buraki,
  • 4 ząbki czosnku,
  • oliwa,
  • ocet balsamiczny,
  • garstka rukoli,
  • kilka kostek marynowanego koziego sera, 
  • świeżo mielony pieprz,
  • sól z ziołami prowansalskimi (opcjonalnie).

  Buraki starannie myję (nie obieram!), suszę, układam na folii aluminiowej, polewam niewielką ilością oliwy, dorzucam do każdego buraka po 2 ząbki czosnku (oczyszczonego), zwijam folię i wkładam takie bomby do piekarnika nagrzanego do 200 stopni na ok. 40 minut.
  Wcześniej marynuję ser. Czasem jest to ser owczy, czasem kozi, ale zasada ta sama. Ser kroję w kostkę, wkładam do szklanej miseczki, dodaję do niego 3-4 ząbki czosnku, posypuję oregano, tymiankiem i suszoną miętą (proporcje przypadkowe), zalewam oliwą, zamykam naczynie i odstawiam w chłodne miejsce, ale nie do lodówki. Po dwóch dniach ser jest pyszny, nasycony przyprawami, słonawy, lekko czosnkowy i idealny do sałatek.
   Ostudzone buraki obieram, kroję na bardzo, bardzo cienkie plasterki. Układam na kilku listkach rukoli, na środek kładę kilka kostek sera z zalewy ziołowo-oliwnej. Mieszam oliwę z kroplą octu balsamicznego, polewam buraki, posypuję świeżo zmielonym pieprzem oraz, jeśli ktoś sobie życzy, solą z ziołami prowansalskimi i gotowe. Można przybrać listkiem bazylii, dla ciekawszego efektu kolorystycznego. 

niedziela, 12 maja 2013

Sałatka z tuńczyka z fasolą

  Idealna sałatka na drugie śniadanie. Czas przygotowania bardzo krótki, czas przyjemności z jedzenia - zależy od spożywającego;-)

  • tuńczyk w sosie własnym duże kawałki,
  • 1/2 czerwonej cebuli,
  • 1 mała puszka czerwonej fasoli,
  • 1 spory pomidor,
  • kawałek czerwonej i żółtej papryki,
  • solidna garść posiekanej natki pietruszki,
  • sól i świeżo mielony pieprz do smaku,
  • oliwa.
   Tuńczyka wrzucam do miski, dodaję do niego cebulę pokrojoną w półpiórka, odsączoną czerwoną fasolę, pokrojonego w kostkę pomidora (pozbawionego wcześniej skórki i pesteczek), kawałki papryki także pokrojone w kostkę i natkę pietruszki. 
   Odrobinę solę, dodaję pieprz i trochę oliwy. 
   Wszystko delikatnie mieszam i jem z grzankami. 
   Ot, cała filozofia sałatkowa - szybko, kolorowo i smacznie.

niedziela, 14 kwietnia 2013

Brokuły z kaszą gryczaną

  Szybkie, smaczne i sycące. Dodam jeszcze, że zdrowe. Polecam artykuł o właściwościach kaszy gryczanej na stronie: www.naturalna-medycyna.com.pl.


  • 1 brokuł ok. 500 g,
  • 2 jajka,
  • bułka tarta,
  • papryka chilli, sól, pieprz,
  • 100 g kaszy gryczanej,
  • 200 g pieczarek,
  • kawałek pora,
  • 2 ząbki czosnku,
  • olej rzepakowy,
  • 1 łyżka masła,
  • 3 łyżki natki pietruszki.

   Brokuła umyłam, podzieliłam na różyczki i przez chwilę gotowałam na parze, żeby był al dente. 
   Pieczarki oczyściłam, pokroiłam na ćwiartki, obsmażyłam na oleju wraz z czosnkiem przeciśniętym przez praskę i porem pokrojonym w cienkie plasterki. Podsmażone pieczarki posoliłam, a pod koniec smażenia dodałam masło. 
   Różyczki brokuła maczałam w rozbełtanych jajkach, do których dodałam sól, paprykę chilli i pieprz, a następnie w bułce tartej. Smażyłam na rozgrzanym oleju do momentu przyrumienienia bułki, czyli bardzo krótko. Ewentualny nadmiar oleju można odsączyć, kładąc usmażone brokuły na chwilę na ręczniku papierowym. 
   Ugotowaną kaszę wrzuciłam na patelnię do pieczarek, wymieszałam i dodałam natkę pietruszki.
   Do takiego dania podaję surówkę ze startego ogórka kiszonego, jabłka i cebuli z dodatkiem majonezu.

niedziela, 17 marca 2013

Pasta serowo-szprotkowa

  Przepis na pastę serowo-szprotkową przypomniał mi się wczoraj, kiedy zobaczyłam piękne, świeżo uwędzone szprotki. Kupiłam garść, czyli około ćwierć kilo.

  Taka pasta to prosty, szybki i pyszny dodatek do chleba, że o właściwościach zdrowotnych nie wspomnę:-) A potrzebne są jedynie dwa składniki:
  • 250 g wędzonych szprotek i
  • 250 g białego kremowego sera (najbardziej do takiej pasty pasuje mi "Bieluch").
  Szprotki pozbawiam ogonów i głów, skóry i kręgosłupa. Ponoć ości nie powinno się usuwać, bo mają najwięcej wapnia i witaminy D, ale jakoś nie mam do nich przekonania. 
   Rozgniatam szprotki widelcem. Dodaję serek. Mieszam dokładnie i gotowe. 
   Nie potrzeba niczym przyprawiać, bo szprotki mają swój specyficzny smak, który nie wymaga modyfikacji. No chyba, że na kanapkę kładę plasterek pomidora i szczypiorek albo natkę pietruszki, to całość posypuję świeżo zmielonym kolorowym pieprzem.

wtorek, 29 stycznia 2013

Zupa szpinakowo-porowa

  Miałam dzisiaj ochotę na coś zielonego i to nie tylko w znaczeniu roślinnym, ale i kolorystycznym. Tęsknię za wiosną pachnącą majem, za świeżymi warzywami, za słońcem... Jeszcze trochę będę musiała poczekać, więc póki co wyczarowuję wiosnę w kuchni, eksperymentując z zielonymi warzywami :-)
  • 1 opakowanie 150 g świeżego szpinaku (np. Green Factory),
  • 1 spory por,
  • 2 ząbki czosnku,
  • 1 łyżka klarowanego masła,
  • 1 puszka soczewicy,
  • sól, cukier trzcinowy, liść laurowy, 3 ziarenka ziela angielskiego, kilka ziarenek kolendry, świeżo starta gałka muszkatołowa, garam masala, pieprz, ostra papryka,
  • gorąca woda.
    Zaczęłam naturalnie od umycia liści szpinaku. Przy okazji, wszystkim nieprzekonanym do szpinaku polecam artykuł, który znalazłam na stronie http://www.poradnikzdrowie.pl.
   Umyłam także pora, pozbawiłam go pierwszej warstwy i białą część pokroiłam na "ćwierćpiórka":-) 
   Do garnka, na rozgrzane masło, wrzuciłam przeciśnięty przez praskę czosnek oraz szpinak. Po chwili, kiedy szpinak stracił na objętości i lekko zmiękł, ale nie tracąc koloru, dodałam pokrojonego pora, trochę soli i odrobinę cukru trzcinowego. 
   Po jakiś 2-3 minutach duszenia wlałam gorącą wodę, ale niedużo, tyle, żeby zakryła warzywa. Wrzuciłam listek laurowy, ziele angielskie, kilka ziarenek kolendry. 
   Po około 10 minutach gotowania na małym ogniu, pod przykryciem, warzywa były miękkie. Wyjęłam liść laurowy i ziele. Zupę zmiksowałam, a następnie dodałam soczewicę i całość dosmaczyłam garam masalą, gałką muszkatołową, papryką i pieprzem.
   Podałam z serem kozim typu camembert. 
   Zdjęcie niestety nie oddaje tej przepięknej zieleni szpinakowej, więc musicie mi wierzyć na słowo, że wyczarowałam wiosnę w swojej kuchni;-)


środa, 23 stycznia 2013

Sałatka z brokułami

  Brokuły lubię, bo są zdrowe, wyglądają optymistycznie, poza tym przygotowuje się je błyskawicznie i są smaczne zarówno na ciepło, jak i na zimno. 
   Jedynym małym minusem jest zapach, który pozostaje po gotowaniu, ale przecież mieszkanie można wywietrzyć;-). Ponieważ gotuję brokuły na parze, to żadne sposoby na eliminację zapachu nie zdają egzaminu.
  • 1 brokuł (ok. 500 g),
  • 2 jajka,
  • 1 duży pomidor albo 2 małe,
  • 2 łyżki kukurydzy,
  • 1 ząbek czosnku,
  • 3 łyżki jogurtu typu greckiego,
  • 1 łyżka majonezu.
   Brokuł, po starannym umyciu i podzieleniu na mniejsze różyczki, wędruje do garnka do gotowania na parze. Ponieważ jest gotowy po 5-8 minutach, to wcześniej przygotowuję pozostałe składniki sałatki. Jajka gotuję na twardo, kroję każde na sześć części. Pomidora też kroję na kilka części. Jogurt mieszam z majonezem i przeciśniętym przez praskę czosnkiem.
   Układam po połowie brokuła na środku talerza, dodaję tu i ówdzie kawałki jajka i pomidora. Polewam wszystko mieszanką jogurtowo-majonezowo-czosnkową i posypuję niewielką ilością kukurydzy.
   Sałatkę można jeść, kiedy brokuł jest jeszcze ciepły, ale także kiedy już wystygnie. W obu przypadkach smakuje wybornie.

poniedziałek, 21 stycznia 2013

Szybka pizza

   Przyznaję, kiedyś próbowałam zrobić pizzę z ciasta drożdżowego, zgodnie z przepisem z włoskiej kuchni, ale nic z tego nie wyszło. To znaczy wyszły paluszki, bo szkoda mi było wyrzucić ciasto. Pomimo starań, nie byłam w stanie wyrobić go tak, jak w pizzeriach, nie mówiąc o podrzucaniu w górę i kręceniu placka na palcu...
   W związku z tym, idąc na łatwiznę, robię ciasto z niewielką ilością proszku do pieczenia. Nie muszę czekać aż wyrośnie, ani urabiać się w mące po łokcie, żeby je wyrobić :-) A smakuje i tak jak na pizzę przystało.
  • 200 g mąki pszennej,
  • szczypta soli,
  • 1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia,
  • 1/2 szklanki mleka,
  • 1/4 szklanki oliwy z oliwek.
   Do miski wrzucam mąkę, dorzucam sól, proszek do pieczenia i mieszam. Do szklanki (pojemność 250 ml) wlewam mleko, dolewam oliwę i mieszam. Taką mieszankę dodaję do mąki. Znowu mieszam:-) Wystarczy kilka energicznych ruchów łyżką, żeby otrzymać sprężyste, nieklejące się ciasto.
   Przerzucam je do okrągłej blachy, rozpłaszczam na placek i nakładam na wierzch to, na co akurat mam ochotę, a tym razem pieczarki, kapary i ser pecorino. Ale zawsze najpierw na cieście rozsmarowuję sos pomidorowy, który robię z:
  • 1 puszka pomidorów z zalewą,
  • 3 ząbki czosnku przeciśnięte przez praskę,
  • 1 łyżeczka cukru trzcinowego,
  • oregano i bazylia,
  • szczypta soli.
   Wszystkie składniki duszę na małym ogniu do czasu aż sos stanie się gęsty, cała niepotrzebna woda z niego wyparuje.
   Pizzę piekę 25 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni.


Przed włożeniem do piekarnika


i po wyjęciu z piekarnika - gotowa:-)

niedziela, 13 stycznia 2013

Zupa krem z porów z soczewicą

   Prosto, szybko, rozgrzewająco i zdrowo, bo wszak jest pora na pora:-) O porze można by pisać i pisać, bo to warzywo mające dużo wartości odżywczych, zawierające wiele ważnych dla zdrowia minerałów oraz witamin. Pomaga obniżyć cholesterol i nie jest kaloryczny, a wręcz zalecany w niektórych dietach. 
   Lubię pora na surowo z jabłkiem i marchewką albo duszonego na maśle z octem balsamicznym a także w zapiekankach i w formie zupy. Dzisiaj padło właśnie na zupę.
  • 2 spore pory,
  • 1 łyżka klarowanego masła,
  • gorąca woda,
  • sól, pieprz, cukier trzcinowy,
  • liść laurowy
  • 2 ziarnka ziela angielskiego,
  • 1 puszka soczewicy.
   Dokładnie oczyszczone pory drobno pokroiłam. Wrzuciłam je do garnka na rozgrzane masło (można użyć oleju, ale ja ostatnio jestem wielką fanką klarowanego masła). Posoliłam, dodałam szczyptę cukru trzcinowego. Mieszałam od czasu do czasu, czekając chwilę, aż por się zeszkli. Potem dolałam gorącej wody, ale nie za dużo, tak żeby ledwo ledwo przykryła duszącego się na maśle pora. Wrzuciłam listek laurowy i ziele angielskie.
   Po około 10 minutach por był miękki. Wyjęłam liść i ziele. Zmiksowałam wywar. Dodałam do niego odsączoną soczewicę. Doprawiłam solą i pieprzem. Pogotowałam jeszcze może ze 3 minuty, żeby soczewica była ciepła. 
   Zupę podałam z krakersami chlebowymi z mąki pełnoziarnistej.
   Może na zdjęciu nie prezentuje się zjawiskowo, ale w smaku zupa z porów z soczewicą jest znakomita...

poniedziałek, 7 stycznia 2013

Ziemniaczana zapiekanka z jajkiem

   A ja dalej w temacie ziemniaków, bo jak można przeczytać na przykład na portalu abczdrowie: "Wbrew pozorom ziemniaki posiadają dużo składników odżywczych, m.in.: magnez, potas, fosfor, żelazo, wapń oraz niską zawartość sodu. Wielką zaletą ziemniaków jest to, że nie zawierają cholesterolu oraz nasyconych kwasów tłuszczowych. Zawierają w niewielkiej ilość pełnowartościowe białka oraz dużo błonnika. Ziemniaki posiadają również wiele witamin, są źródłem witamin D,E,K, B1, B3, B6, kwasu foliowego oraz witaminy C."
   Nie żebym była ich ogromną fanką, ale zarówno młode, jak i jesienne z ogniska, a potem w zimowych miesiącach zapiekane na różne sposoby, czy smażone w plasterkach z dodatkiem ziół prowansalskich i czosnku, czasami lubię zjeść.
   Któregoś dnia zostały mi ziemniaki pure z kolacji. Za dużo ugotowałam, zatem, żeby ich nie wyrzucać, na drugi dzień wykorzystałam je do prostej zapiekanki.
  • ziemniaki pure,
  • ser owczy twardy,
  • zioła prowansalskie,
  • 1 jajko na osobę:-)
    Na dnie naczynia do zapiekania ułożyłam warstwę ziemniaków, na nie położyłam pokrojony w grube plastry ser owczy twardy, posypałam ziołami prowansalskimi i wstawiłam do piekarnika nagrzanego do 150 stopni na 15 minut.
    Następnie wyjęłam zapiekankę na moment z piekarnika, wbiłam na wierzch jajko i włożyłam jeszcze na kilka minut, żeby białko ściągnęło, a żółtko zostało w miarę płynne. 
   Zapiekankę podałam z surówką zrobioną z:
  • kiszonej kapusty,
  • startej marchewki,
  • startego jabłka,
  • drobno posiekanej cebuli,
  • drobno posiekanej natki pietruszki,
  • 1 łyżki oliwy z oliwek,
  • z dodatkiem kminku, odrobiny soli i cukru trzcinowego.

Ziemniaczane łódeczki mexico

   Nic skomplikowanego, a ile radości z przygotowywania i jedzenia:-) 
  • po 2 średnie ziemniaki (albo jeden duży) na osobę,
  • 1 mała puszka kukurydzy,
  • 1 mała puszka czerwonej fasoli,
  • 1 czubata łyżka kaparów,
  • 1 pęczek grubego szczypiorku,
  • 1 duży ząbek czosnku, 
  • 2 czubate łyżki startego sera pecorino,
  • 1 kulka sera mozzarella,
  • 2 czubate łyżki jogurtu greckiego,
  • sól, pieprz, pieprz cayenne, oregano, bazylia, tymianek, chilli.
   Zaczęłam od wyszorowania ziemniaków i włączenia piekarnika, żeby nagrzał się do 190 stopni. Ziemniaki ułożyłam na blasze, posypałam grubą morską solą i wstawiłam na niespełna godzinę, żeby się upiekły w całości i żeby ich skórka trochę się przyrumieniła.
   W między czasie w misce wymieszałam kukurydzę, czerwoną fasolę, kapary, posiekany dość grubo szczypior, przeciśnięty przez praskę czosnek i przyprawy. 
   Kiedy ziemniaki były już miękkie, wyjęłam je z piekarnika. Trzymając przez grubą kuchenną rękawicę, bo były oczywiście bardzo gorące, a nie chciało mi się czekać aż wystygną, przekroiłam każdy na pół i wydrążyłam, starając się nie naruszyć skórki. 
    Miąższ pokroiłam i wrzuciłam do miski, w której była wcześniej przygotowana mieszanka. Dodałam starty ser pecorino i jogurt. Wymieszałam i sprawdziłam, czy farsz jest pikantny w meksykańskim stylu :-) 
   Każdą ziemniaczaną łódeczkę napełniłam farszem, na wierzch położyłam po plasterku sera mozzarella i wstawiłam do piekarnika na około 10 minut. Pod koniec włączyłam termoobieg, żeby się trochę przyrumieniły, czego (tzn. rumieńca) na moim zdjęciu raczej nie widać. 
  Lubię takie ziemniaki z dodatkiem sosu pomidorowego, ale bez żadnych dodatkowych elementów też są smaczne. 

sobota, 5 stycznia 2013

Łosoś alla rafaello

   Zaintrygował mnie przepis na blogu Darii, bo nie tylko precyzyjnie opisała przygotowanie przekąski, ale jeszcze zaprezentowała apetyczną fotografię:-)
   Moja wersja na zdjęciu wygląda... hmmm... wieczorowo, bo to była noc sylwestrowa i światło było, jak to przy kolacji przy świecach, przytłumione;-)
   Nie byłabym sobą, gdybym czegoś nie zmieniła w przepisie. 
   Oto moja wersja:
  • 150 g wędzonego łososia,
  • 250 g serka kremowego,
  • 2 łyżki soku z cytryny,
  • skórka otarta z 0,5 cytryny,
  • 1 łyżeczka żelatyny roślinnej agar*,
  • 2 łyżki wody,
  • sól, kolorowy pieprz,
  • 7 orzechów laskowych, 
  • 7 migdałów,
  • wiórki kokosowe.
   Zaczęłam od posiekania łososia i połączenia go z serkiem. Następnie dodałam sok z cytryny i skórkę cytrynową oraz sól i pieprz do smaku. 
   W garnuszku wymieszałam agar z wodą i zagotowałam. Po lekkim przestudzeniu dodałam płyn do masy serowo-łososiowej. Wymieszałam i odstawiłam na 20 minut do lodówki. 
   Następnie formowałam kulki, do jednych wciskałam do środka orzecha, do innych migdała. Kulki otaczałam warstwą wiórków kokosowych. Wyszło mi 14  sztuk. Odłożyłam je na około 2 godziny do lodówki.
   Podałam polane sokiem z cytryny. Dla mnie były trochę za delikatne i nie bardzo pasowało mi smakowo połączenie łososia z wiórkami kokosowymi. 
   Ot, taki sylwestrowy eksperyment, który potwierdza teorię, że nie wszystko co dobrze wygląda, równie dobrze smakuje ;-)
   Może ktoś ma pomysł, jak zmodyfikować przepis, żeby przekąska była bardziej wyrazista w smaku?



*Agar-agar, agar (E406) – substancja żelująca, której głównym składnikiem cukier galaktoza. Agar-agar dobrze rozpuszcza się w wodzie o temperaturze ok. 90-100°C, a zestala się, tworząc rodzaj żelu w 40-50°C. Zestalony żel roztapia się po ponownym podgrzaniu do 90-100°C[1]. Zjawisko to jest przykładem histerezy przemiany fazowej ciało stałe-ciecz. 
Agar-agar wytwarzany jest z krasnorostów (Rhodophyta), wydobywanych głównie u wybrzeży Japonii (często pozyskiwanych z podwodnych plantacji). Obecnie obserwuje się wzrost produkcji agar-agaru ze względu na rosnące zapotrzebowanie. 
Agar-agar jest wykorzystywany jako naturalny, bezsmakowy i bezpieczniejszy od żelatyny środek żelujący przy produkcji słodyczy (np. ptasiego mleczka, galaretek, dżemów) i innych przemysłowych produktów spożywczych, w fotografii (przy produkcji światłoczułej emulsji), chemii (w kluczach elektrolitycznych, w ogniwach galwanicznych), farmacji, kosmetyce. 
Agar-agar jest też masowo stosowany jako neutralny podkład do pożywek, na których hoduje się bakterie w laboratoriach mikrobiologicznych oraz kultury in vitro w laboratoriach biotechnologicznych. Tylko niektóre bakterie morskie i glebowe mogą go rozłożyć (źródło: http://www.bart.pl).


niedziela, 16 grudnia 2012

Pasta z czerwonej fasoli

   Zostało mi pół puszki czerwonej fasoli. Ponieważ nie jem mięsa, to fasola - między innymi - stanowi dla mnie źródło białka, zatem wykorzystuję ją często w swojej kuchni. Może i to białko nie jest tak bogate w aminokwasy jak zwierzęce, ale zawsze to coś ;-) 
   Poza tym jedzenie czerwonej fasoli pomaga w utrzymaniu pozytywnego nastroju, poprawia pamięć i logiczne myślenie. Dlaczego? Bo fasola zawiera witaminy z grupy B, a zwłaszcza witaminę B1, a to ona czyni takie cuda :-) 
   Czerwona fasola jest ponadto bogata w potas, wapń, fosfor, żelazo, selen, cynk i kwas foliowy. Błonnik w niej zawarty pomaga usuwać nadmiar cholesterolu z organizmu. A, i jeszcze stymuluje wzrost mikroflory jelitowej i zawiera substancje hamujące rozrost tkanek nowotworowych. 
   Ha! Robi wrażenie, prawda?
   Do czego wykorzystać pół puszki czerwonej fasoli? Do zrobienia pysznej pasty do chleba. 
  • 0,5 puszki czerwonej fasoli (ważne, żeby w puszce była tylko fasola i woda, a nie cała lista składników; warto czytać etykiety)
  • 1 duży ząbek czosnku,
  • 1 łyżka oliwy z oliwek,
  • szczypta soli, przyprawy garam masali i kminku.
   Do odsączonej z wody fasoli dodałam czosnek przeciśnięty przez praskę, oliwę, przyprawy i wszystko zmiksowałam blenderem.
   Pasta smakuje znakomicie z razowym chlebem z dodatkiem ogórka kiszonego albo posmarowana musztardą domowej roboty. 

piątek, 14 grudnia 2012

Domowa musztarda

   Rosyjska musztarda w porównaniu z tą, którą zrobiłam dwa dni temu, jest bardzo delikatna. Mojej, wytworu powstałego z mieszanki kilku przepisów, można użyć zaledwie odrobinkę, by mieć całą symfonię smaków, zapachów i doznań wszelakich;-)
  • 6 łyżek ziaren żółtej gorczycy - zazwyczaj w przepisach jest mix żółtej i czarnej, ale ponieważ nie znalazłam nigdzie czarnej gorczycy, to jest sama żółta,
  • 1 łyżeczka ziaren kolendry,
  • 1 łyżeczka ziaren czarnego pieprzu,
  • 6 łyżek octu z białego wina (może być ocet jabłkowy),
  • 8-9 łyżek wody,
  • 1/4 łyżeczki soli,
  • 4 łyżki płynnego miodu np. wielokwiatowego z polskich pasiek (zamiast 1 łyżeczki brązowego cukru).
   Gorczycę zalałam octem i 3 łyżkami wody, przykryłam i odstawiłam na pół dnia. 
   Następnie dodałam do niej ziarna kolendry, pieprzu, sól, resztę wody, miód i wszystko to zmiksowałam blenderem. 
   W zależności do upodobań można zostawić spore kawałki ziaren, jak w klasycznej musztardzie francuskiej, albo miksować do uzyskania kremowej konsystencji.