Strony

Google Website Translator Gadget

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Płynnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Płynnie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 31 lipca 2014

Zupa pieczarkowa - prosta i szybka

  Kontynuując temat zup, które od czasu do czasu robię, i odgrzebując zdjęcia z galerii, poniżej zamieszczam przepis na prostą i tradycyjnie szybką zupę pieczarkową.
  • 500 g pieczarek,
  • ze 2 średniej wielkości marchewki,
  • kawałek białej części pora,
  • ze 2 ząbki czosnku,
  • trochę oliwy lub oleju,
  • odrobina masła,
  • kilka ziemniaków,
  • posiekana natka pietruszki,
  • sól, pieprz, ziele angielskie, liść laurowy, odrobina cukru trzcinowego,
  • gorąca woda,
  • łyżka wazowa mleka.
   Zaczynam od oczyszczenia pieczarek i pokrojenia ich na ćwiartki, albo jeśli są duże to na mniejsze kawałki. 

   Na rozgrzaną oliwę (lub olej) wrzucam czosnek przeciśnięty przez praskę oraz pokrojony w półplasterki por. Duszący się przez chwilę por doprawiam solą i odrobiną cukru trzcinowego. 
   Kiedy por się zeszkli i zanim czosnek się przypiecze, dodaję pieczarki. Solę je trochę, bo chcę, żeby puściły naturalne soki, które nadadzą zupie pieczarkowy smak.
   Po chwili wlewam gorącą wodę, dodaję przyprawy i marchewki pokrojone na półplasterki.
   W osobnym garnku, w osolonej wodzie, gotuję ziemniaki pokrojone w kostkę.
   Kiedy marchewka jest miękka, dorzucam do garnka z zupą odlane wcześniej ugotowane ziemniaki oraz natkę pietruszki. 
   Na koniec dodaję do zupy mleko i odrobinę masła.

Orzeźwiająca woda z cytrusami, miodem i miętą

   Wiadomo, jak jest gorąco, to trzeba dużo pić. Dzisiaj u mnie króluje wzbogacona cytrusami, miętą i miodem woda :-)
  • 1 litr zimnej wody,
  • plasterek pomarańczy,
  • plasterek cytryny,
  • plasterek limonki,
  • 1 łyżka miodu,
  • kilka listów świeżej mięty.
  Koleżanka podpowiedziała mi, że ona dodaje jeszcze imbir. Zatem następnym razem, będzie wersja z imbirem :-)




wtorek, 29 lipca 2014

Coś na kształt ostro-kwaśnej tajskiej zupy tom-yum-kung

   Inspiracją do zrobienia tej zupy - poniekąd tajskiej ostro-kwaśnej w typie tom-yum-kung - była wizyta w naszej ulubionej susharni Shiro Sushi w Zielonce (http://www.shirosushi.pl) oraz wynaleziony później i oczywiście zmodyfikowany, jak to u mnie bywa, wpis ze strony zlotaproporcja.pl. 
  • 1 puszka mleczka kokosowego,
  • 2 szklanki wody,
  • 3 łyżki czerwonej pasty curry,
  • 3 świeże peperoncino (nigdzie wówczas nie mogłam kupić papryki chilli) plus szczypta suszonej peperoncino dla podbicia ostrości,
  • 250 gr krewetek koktajlowych (powinny być tygrysie, ale kiedy mnie naszła chęć na zupę, to były niedostępne w mojej okolicy),
  • pół zwykłej cebuli,
  • 1 pomidor,
  • 4 suszone liście limonki kaffir (pachną zjawiskowo),
  • 1 łodyga trawy cytrynowej,
  • kawałek świeżego zwykłego imbiru,
  • 3 łyżki soku z limonki,
  • 3 łyżki sosu rybnego,
  • 1 łyżka brązowego cukru,
  • posiekana świeża kolendra do posypania.
   Gotuję wodę w garnku, w którym powstanie zupa. Do gorącej wody daję liście limonki kaffir, imbir oraz łodygę trawy cytrynowej, którą wcześniej rozgniatam bokiem noża, żeby była bardziej aromatyczna. 
   Po chwili do garnka dodaję mleko kokosowe wcześniej zmieszane dokładnie z czerwoną pastą carry. 
   Następnie wrzucam pokrojoną w ćwiartki cebulę, pomidora (pozbawionego skórki) pokrojonego w kawałki, pokrojone w cienkie plasterki papryczki peperoncino (wcześniej oczyszczone z pesteczek) i trochę suszonego peperoncino. Dodaję sos rybny, który zastępuje sól, sok z limonki i brązowy cukier.
   Zupa powinna się chwilę pogotować zanim dodamy do niej krewetki. Z krewetkami, które były wcześniej obgotowane, wystarczą potem ze dwie minuty i gotowe:-) 
   Przed nalaniem na talerz wyrzucam z zupy trawę cytrynową, liście limonki i kawałki imbiru, a dodaję drobno posiekaną kolendrę.

Zupa jarmużowa

   Ponieważ kupiłam 1/2 kg jarmużu, to po koktajlu przyszła pora na zupę - lekką, delikatną, też zielonkawą i bardziej wiosenną niż letnią:-)
  • kilka dokładnie umytych liści jarmużu, porwanych w mniejsze kawałki pozbawione żyłek,
  • marchewka pokrojona w półplasterki,
  • por pokrojony w półplasterki,
  • ziemniaki pokrojone w kostkę,
  • 1 puszka zielonego groszku,
  • gorąca woda,
  • oliwa lub olej,
  • odrobina masła,
  • ziele angielskie, liść laurowy, pieprz, sól, odrobina cukru, ostrej papryki - wszystkiego na tzw. oko, czyli wedle indywidualnego smaku :-)
   Na początku, na rozgrzanym oleju podsmażyłam por i marchewkę, które lekko dosmaczyłam odrobiną cukru i soli. 
   Następnie dorzuciłam jarmuż. Pomieszałam i zalałam wszystko gorącą wodą. 
   Po chwili wrzuciłam ziemniaki, dodałam przyprawy. 
   Kiedy ziemniaki i marchewka stały się miękkie, wrzuciłam odsączony groszek. 
   Na koniec wystarczy dodać odrobinę masła i dosmaczyć wedle uznania. Proponuję dodać trochę ostrej papryki, żeby wydobyć w kontraście delikatność liści jarmużu:-)

Koktajl na bazie jarmużu

   Kolejny napój, który nie tylko jest zdrowy, ale na dodatek smaczny i wygląda optymistycznie - szaleńczo zielono :-) 
   O jarmużu można poczytać na blogu, na który zaglądam, bo tematyka jest mi bliska: http://ziolowyzakatek.com.pl/jarmuz/, więc nie będę nic tworzyć, tylko od razu przejdę do składników, które należy zmiksować: 
  • kilka dokładnie umytych liści zielonego jarmużu, porwanych na mniejsze kawałki i pozbawionych żyłek,
  • dojrzały banan pokrojony w plasterki,
  • zielony ogórek (obrany) pokrojony w plasterki,
  • 1 jabłko pokrojone w cząstki,
  • sok wyciśnięty z 3-4 pomarańczy,
  • sok wyciśnięty z 1 cytryny,
  • w razie potrzeby, gdyby koktajl wyszedł zbyt gęsty - trochę wody mineralnej.
   ... i już :-)

Koktajl na bazie arbuza

   W letnie dni najbardziej smakują i orzeźwiają owocowe, zimne koktajle. Ich zaletą - poza oczywistą oczywistością, czyli zdrowotnością - jest szybkość i prostota przygotowania :-)
  • trochę arbuza pokrojonego w kostkę,
  • garść malin,
  • mocno dojrzały banan pokrojony w plasterki (oczywiście pozbawiony skórki ;-)) .
   Wszystko wędruje do zmiksowania. 
   W opcji leniwej można dorzucić trochę kruszonego lodu, co nie pozbawi owoców ich właściwości zdrowotnych. 
   W wersji cierpliwej koktajl można wstawić na chwilę do lodówki, ale wtedy arbuz staje się uboższy w antyoksydanty, które są dla nas pożyteczne.

czwartek, 26 czerwca 2014

Kapuśniak całkowicie bezmięsny

   Na chłodniejsze dni lata mogę polecić kapuśniak całkowicie bezmięsny, który można jeść nawet przez trzy kolejne dni, o ile zostanie tak długo;-), a on nadal będzie dobry. Ba, z każdym dniem coraz lepszy... 
   Kiedy jemy tę zupę, zawsze przypomina nam się komedia "Kapuśniaczek" ("La Soupe aux choux") z 1981 roku z Louis'em de Funesem. Kosmici wprawdzie nas nie odwiedzają, ale gdyby przylecieli, to wracaliby wiele razy, jak w filmie, na kapuśniak:-)
  • ok. 500 g kiszonej kapusty,
  • włoszczyzna krojona w paski (kiedy zależy nam na czasie może być np. mrożonka Hortexu)
  • 2 duże świeże pomidory bez skórki, pokrojone w sporą kostkę (lub 1 puszka pomidorów),
  • 4 nieduże ziemniaki,
  • 2 liście laurowe, 
  • 4 ziarenka ziela angielskiego,
  • 6-8 ziarenek kolorowego pieprzu,
  • 1 łyżeczka kminku w ziarenkach i szczypta kminku mielonego,
  • odrobinę świeżo startej gałki muszkatołowej,
  • 1 łyżka oliwy,
  • sól, cukier do smaku,
  • odrobina suszonego peperoncino, 
  • sporo siekanego koperku,
  • wrzątek.
  Kapustę lekko odsączam, ale nie płuczę, żeby nie straciła smaku kiszonej kapusty. Wrzucam do garnka na rozgrzaną oliwę. Chwilę podduszam, a następnie zalewam gorącą wodą. 
   Do garnka wkładam liście laurowe (używam świeżych, bo kupiłam sadzonkę - polecam!), ziele angielskie, pieprz, trochę soli, szczyptę cukru, peperoncino (dla podkręcenia smaku), kminek i gałkę.
   Po około 10 minutach wrzucam do kapusty włoszczyznę i pomidory wraz z sokiem, jeśli jest go zbyt mało, to dodaję 1 łyżkę pikantnego ketchupu. 
   Gotuję przez około 20-30 minut na małym ogniu. 
   Osobno, w osolonej wodzie, gotuję ziemniaki pokrojone w kostkę, które na koniec dorzucam do zupy. 
   Dodaję także posiekany koperek.
   Kapuśniaczek smakuje doskonale z pajdą świeżego chleba:-)

niedziela, 23 marca 2014

Zupa krem z dyni

   A oto szybki przepis na aromatyczną zupę krem z dyni... mrożonej :-) Dynię pokrojoną w kostkę znalazłam w dziale z mrożonkami w lokalnych delikatesach. Na opakowaniu jest napisane "nowość" i chyba to prawdziwa nowość w tym sklepie, bo pani przy kasie zainteresowała się moim wyborem i także zdecydowała się na zakup.

  • 450 g mrożonej dyni pokrojonej w kostkę,
  • 1 cebula,
  • 2 ząbki czosnku,
  • ok. 1,5 cm świeżego imbiru,
  • trochę soli, 
  • trochę świeżo zmielonego pieprzu, 
  • 1 liść laurowy,
  • odrobinę oleju,
  • 1 płaska łyżka masła,
  • gorąca woda.
   W garnku, w którym miała gotować się zupa, na początek na rozgrzanym oleju podsmażyłam drobno posiekaną cebulę i czosnek wyciśnięty przez praskę. Po chwili dodałam masło. Kiedy cebula zrobiła się miękka, wrzuciłam do garnka dynię i zalałam niewielką ilością gorącej wody. Dodałam sól, świeżo zmielony pieprz, listek laurowy i starty na drobnej tarce imbir. 
   Zupa powinna być dość gęsta, żeby krem wyszedł kremowaty, więc z wodą nie należy przesadzać. 
   Kiedy dynia zrobiła się miękka, czyli po ok. 10 minutach, wyłączyłam gaz. Poczekałam aż zupa trochę przestygnie i wówczas ją zmiksowałam (z dbałości o ostrość noża ;-)).
   Zjadałam z dodatkiem bułki podgrzanej w tosterze i pokrojonej w kostkę oraz pestek dyni.
   Szybko, prosto, smacznie i rozgrzewająco, a poza tym optymistycznie w kolorze, czego na załączonym zdjęciu niestety aż tak nie widać, ale można mi wierzyć na słowo :-)

wtorek, 29 stycznia 2013

Zupa szpinakowo-porowa

  Miałam dzisiaj ochotę na coś zielonego i to nie tylko w znaczeniu roślinnym, ale i kolorystycznym. Tęsknię za wiosną pachnącą majem, za świeżymi warzywami, za słońcem... Jeszcze trochę będę musiała poczekać, więc póki co wyczarowuję wiosnę w kuchni, eksperymentując z zielonymi warzywami :-)
  • 1 opakowanie 150 g świeżego szpinaku (np. Green Factory),
  • 1 spory por,
  • 2 ząbki czosnku,
  • 1 łyżka klarowanego masła,
  • 1 puszka soczewicy,
  • sól, cukier trzcinowy, liść laurowy, 3 ziarenka ziela angielskiego, kilka ziarenek kolendry, świeżo starta gałka muszkatołowa, garam masala, pieprz, ostra papryka,
  • gorąca woda.
    Zaczęłam naturalnie od umycia liści szpinaku. Przy okazji, wszystkim nieprzekonanym do szpinaku polecam artykuł, który znalazłam na stronie http://www.poradnikzdrowie.pl.
   Umyłam także pora, pozbawiłam go pierwszej warstwy i białą część pokroiłam na "ćwierćpiórka":-) 
   Do garnka, na rozgrzane masło, wrzuciłam przeciśnięty przez praskę czosnek oraz szpinak. Po chwili, kiedy szpinak stracił na objętości i lekko zmiękł, ale nie tracąc koloru, dodałam pokrojonego pora, trochę soli i odrobinę cukru trzcinowego. 
   Po jakiś 2-3 minutach duszenia wlałam gorącą wodę, ale niedużo, tyle, żeby zakryła warzywa. Wrzuciłam listek laurowy, ziele angielskie, kilka ziarenek kolendry. 
   Po około 10 minutach gotowania na małym ogniu, pod przykryciem, warzywa były miękkie. Wyjęłam liść laurowy i ziele. Zupę zmiksowałam, a następnie dodałam soczewicę i całość dosmaczyłam garam masalą, gałką muszkatołową, papryką i pieprzem.
   Podałam z serem kozim typu camembert. 
   Zdjęcie niestety nie oddaje tej przepięknej zieleni szpinakowej, więc musicie mi wierzyć na słowo, że wyczarowałam wiosnę w swojej kuchni;-)


niedziela, 13 stycznia 2013

Zupa krem z porów z soczewicą

   Prosto, szybko, rozgrzewająco i zdrowo, bo wszak jest pora na pora:-) O porze można by pisać i pisać, bo to warzywo mające dużo wartości odżywczych, zawierające wiele ważnych dla zdrowia minerałów oraz witamin. Pomaga obniżyć cholesterol i nie jest kaloryczny, a wręcz zalecany w niektórych dietach. 
   Lubię pora na surowo z jabłkiem i marchewką albo duszonego na maśle z octem balsamicznym a także w zapiekankach i w formie zupy. Dzisiaj padło właśnie na zupę.
  • 2 spore pory,
  • 1 łyżka klarowanego masła,
  • gorąca woda,
  • sól, pieprz, cukier trzcinowy,
  • liść laurowy
  • 2 ziarnka ziela angielskiego,
  • 1 puszka soczewicy.
   Dokładnie oczyszczone pory drobno pokroiłam. Wrzuciłam je do garnka na rozgrzane masło (można użyć oleju, ale ja ostatnio jestem wielką fanką klarowanego masła). Posoliłam, dodałam szczyptę cukru trzcinowego. Mieszałam od czasu do czasu, czekając chwilę, aż por się zeszkli. Potem dolałam gorącej wody, ale nie za dużo, tak żeby ledwo ledwo przykryła duszącego się na maśle pora. Wrzuciłam listek laurowy i ziele angielskie.
   Po około 10 minutach por był miękki. Wyjęłam liść i ziele. Zmiksowałam wywar. Dodałam do niego odsączoną soczewicę. Doprawiłam solą i pieprzem. Pogotowałam jeszcze może ze 3 minuty, żeby soczewica była ciepła. 
   Zupę podałam z krakersami chlebowymi z mąki pełnoziarnistej.
   Może na zdjęciu nie prezentuje się zjawiskowo, ale w smaku zupa z porów z soczewicą jest znakomita...

środa, 24 października 2012

Zupa kalafiorowo-dyniowa

   Zainspirował mnie przepis, który znalazłam w jakimś kolorowym czasopiśmie. Po małej korekcie powstała moja wersja zupy jesiennej. Jest jak najbardziej na czasie, bo mamy jesień, a i sezon na dynię w pełni:-) 
   Pięknie o dyni pisze Bea na swoim blogu www.beawkuchni.com. Wśród zdjęć opublikowanych w poście o Festiwalu Dyni 2012 próbowałam znaleźć tę, która posłużyła mi do przygotowania zupy. Wygląda na to, że kupiłam kawałek dyni Acorn (Cucurbita pepo) - o zielonej gładkiej skórce i o pięknym, zwartym, zdecydowanie ciemnopomarańczowym miąższu.
   Dzisiaj zupa była pyszna, ale podejrzewam, że jutro, to co zostało, będzie jeszcze bardziej aromatyczne i smakowite. Tym razem porcja wyszła mi dość duża. 
   Oto proporcje dla czterech głodomorów, albo dla dwóch z opcją zupy na dwa dni:
  • mały kalafior,
  • spory kawał dyni (nie mam pojęcia ile ważył!?),
  • 1 puszka pomidorów pelati bez skórki (400 g),
  • 1 cebula,
  • 3 ząbki czosnku,
  • szczypta chilli,
  • trochę tartej gałki muszkatołowej,
  • 1 łyżka oliwy,
  • 1 liść laurowy,
  • 3 ziarnka ziela angielskiego,
  • gorąca, przegotowana woda.
   Na oliwie zeszkliłam drobno pokrojoną cebulę i czosnek przetarty przez praskę.
   Kalafiora umyłam, podzieliłam na małe kawałki, wrzuciłam do cebuli i czosnku, żeby trochę się podsmażył. 
   Po kilku minutach dorzuciłam dynię pokrojoną w grubą kostkę, wymieszałam z kalafiorem i smażyłam przez chwilę. 
   Następnie mieszankę warzywną zalałam gorącą wodą, ale taką ilością, żeby warzywa zdecydowanie wystawały nad powierzchnię wody. Z biegiem czasu, gotowane pod przykryciem, puszczą własne soki, niektóre kostki dyni będą na tyle miękkie, że zagęszczą w sposób naturalny zupę. 
   Wrzuciłam do garnka liść laurowy, ziele angielskie, chilli i sól. 
   Po kilkunastu minutach, kiedy kalafior był al dente, dodałam pomidory pokrojone w kawałki wraz z sosem pomidorowym. 
   Warzywa gotowały się jeszcze kilka minut pod przykryciem. Od czasu do czasu mieszałam je. Na koniec dodałam tartą gałkę muszkatołową.
    Tuż przed podaniem, już na talerzu, można dosmaczyć zupę świeżo zmielonym kolorowym pieprzem.
   Wygląda wspaniale, pachnie obłędnie, rozgrzewa i smakuje wybornie...
  
Przepis bierze udział w akcji:
Dyniowe przysmaki

wtorek, 11 września 2012

Zupa z dyni w pół godziny

   Sezon dyniowy w naszym domu otworzyła zupa, którą - jak większość potraw lubianych przeze mnie - robi się błyskawicznie.
  • spory kawał dyni pokrojonej w drobną kostkę,
  • 3 marchewki pokrojone w cienkie talarki,
  • 1 posiekana drobno cebula,
  • 4 małe ząbki czosnku pokrojone w cienkie talarki,
  • 1 puszka białej fasoli,
  • 1 puszka pomidorów,
  • 1 łyżka oleju rzepakowego,
  • 1 łyżka pikantnego ketchupu,
  • 1 listek laurowy,
  • sól, pieprz, cukier trzcinowy, garam masala - według uznania,
  • gałązka oregano do ozdoby:-)
  • wrzątek.
   W garnku, w którym zupa będzie się gotować, na rozgrzanym oleju podsmażam cebulę i czosnek, które posypuję solą i cukrem - w ilości intuicyjnej:-) 
   Kiedy zrobią się złotawe, to znaczy, że czas wrzucić marchewkę i dynię, wymieszać, zmniejszyć ogień, wlać tyle gorącej wody, żeby warzywa z niej wystawały, wrzucić listek laurowy, sól, pieprz, trochę garam masali i dusić przez chwilę pod przykryciem. 
   Dynia dość szybko robi się miękka, więc trzeba do garnka zaglądać od czasu do czasu nie tylko, żeby pomieszać zupę, ale także sprawdzić, czy aby dynia się nie rozciapciała. 
   Do takiej już nie twardej, ale jeszcze nie miękkiej mieszanki dyni i marchewki wrzucam fasolkę i pomidory (pokrojone w kawałki) wraz z zalewą i łyżką pikantnego ketchupu. 
   Całość, po chwili gotowania i dosmaczania - żeby osiągnąć smak słodkawo-pikantny warto poeksperymentować z ilością garam masali, staje się zawiesistą, ale jednocześnie lekką i orzeźwiającą zupą, którą można jeść i jeść, i jeść...






Przepis bierze udział w akcji:
Dyniowe przysmaki

sobota, 3 marca 2012

Zupa porowa marchwianka

   Dzisiaj mój organizm miał ochotę na pora i marchew. A ja go słucham, bo jak czegoś chce, to znaczy, że wie:-) 
   Por, poza tym, że jest źródłem tego i owego pozytywnego dla zdrowia, to obniża poziom złego cholesterolu. Może moje ostatnie objadanie się czekoladą mam zrównoważyć porem? 
   Marchew dostarcza ważnych związków mineralnych, takich jak wapń, żelazo, fosfor, miedź, cynk, molibden (pierwszy raz zobaczyłam taką nazwę, więc poszukałam, co to jest: http://www.mineraly.biz/molibden.htm), magnez, jod oraz potas, dzięki którym mamy jędrne ciało, piękną cerę i karnację skóry, zdrowe i mocne włosy oraz paznokcie. Po zimie skóra wymaga trochę uwagi, a to przesuszona od ogrzewania, a to ciągle ukryta pod grubą warstwą ubrań, a to słońca ma za mało. Zatem słoneczna marchewka ma jej pomóc.
   Żeby zrobić porową marchwiankę, potrzebuję:

  • oczywiście sporego pora, głównie jego białą część, ale i trochę zielonej. Zielone części pora często traktuje się jako bezwartościowe i niesmaczne, a okazuje się, że niesłusznie. Zawierają wiele cennych składników odżywczych!
  • kilka średniej wielkości marchewek,
  • 2 ząbki czosnku,
  • oliwę,
  • 1 łyżkę masła,
  • pół szklanki białego wina (może być nawet półwytrawne),
  • gotowaną gorącą wodę,
  • kilka ziarenek kolendry,
  • kilka ziarenek zielonego pieprzu,
  • pół łyżeczki imbiru i pół łyżeczki kurkumy,
  • odrobina suszonej peperoncino,
  • 2 ziarenka ziela angielskiego,
  • 1 liść laurowy,
  • sól,
  • sos sojowy,
  • uprażone na suchej patelni ziarenka słonecznika i dyni.
  Zaczynam od pokrojenia pora. Nie. Wróć. Oczywiście zaczynam od umycia pora:-) Potem go kroję w cienkie plasterki. Uwielbiam ten zapach. Aż szczypie! Marchewkę obieram, opłukuję, kroję też w cienkie plasterki. Do garnka wlewam odrobinę oliwy i dodaję masło. Jak się roztopi, to wrzucam pora + czosnek przeciśnięty przez praskę. Smażę przez chwilę. Odrobinę solę. Dla pewności używam soli gruboziarnistej;-) Dodaję marchewkę. Jeszcze przez chwilę podsmażam. Wlewam gorącą wodę, tylko tyle, żeby zakryła warzywa. Dolewam wino. Całość ma uroczą biało-zielono-pomarańczową barwę. W moździerzu ucieram kolendrę, zielony pieprz i peperoncino. Wrzucam mieszankę + imbir i kurkumę oraz liść laurowy i ziele angielskie (w całości) do zupy. Jak wywar trochę się pogotuje, to zaczynam smakować. Lubię, jak porowa marchwianka jest lekko ostra, ale też słono-słodka. I to jest zazwyczaj moment na dodanie sosu sojowego. Gotuję do czasu, aż marchewka będzie miękka. Wyjmuję część warzyw z garnka. Resztę miksuję, ale że nie przepadam za całkiem kremowymi zupami (w końcu mam jeszcze zęby, to lubię ich używać;-)), to nie wszystko staje się papką. Dorzucam pozostałe niezmiksowane warzywa i już:-) Podaję z uprażonymi pestkami słonecznika i dyni.

sobota, 25 lutego 2012

Zupa z bobu zwana "bóbjanką"

  Najsmaczniejszy jest oczywiście świeży bób, ale o tej porze roku trudno o taki. Wybieram więc mrożonkę, która ma tylko odrobinę mniej wartości odżywczych od młodego, wakacyjnego bobu. Ta sycąca roślina strączkowa zawiera dużą ilość wartościowego białka, błonnika, węglowodanów, a także tłuszczów, witamin z grupy B i składników mineralnych. Bób jest także źródłem witaminy C i prowitamniny A. Warto jeść go ze skórką, ponieważ łupiny zawierają substancję ułatwiającą trawienie, ale jakoś nie mogę się przekonać. Poza tym lubię obierać bób.
   A oto co jest potrzebne do zupy zwanej przeze mnie "bóbjanką":

  • paczka mrożonego bobu 450 g
  • średnia marchewka
  • dwa nieduże ziemniaki
  • czerwona cebula
  • ząbek czosnku
  • czubata łyżka posiekanej świeżej mięty
  • wrzątek
  • łyżka oliwy
  • sól, liść laurowy, 2 ziarnka ziela angielskiego, kilka ziarenek zielonego pieprzu, kolendry i kminku, odrobina imbiru

   W garnku, w którym będę gotować zupę, przez około 3 minuty podsmażam na oliwie pokrojoną w kosteczkę cebulę i przeciśnięty przez praskę czosnek. Dorzucam pokrojoną na cienkie półplasterki marchewkę i ziemniaki pokrojone w drobną kostkę. Podduszam wszystko przez około 5 minut. Wrzucam bób i całość zalewam taką ilością wrzątku, żeby warzywa były ledwie przykryte. Dodaję sól do smaku, liść laurowy, 2 ziarnka ziela angielskiego, utartą w moździerzu mieszankę zielonego pieprzu, kolendry i kminku, a na koniec odrobinę imbiru. Zupa gotuje się pod przykryciem, na małym ogniu, przez około 10 minut, bo mniej więcej tyle potrzeba, żeby ziemniaki i bób były miękkie. 
   Wyciągam warzywa z wywaru dużym sitkiem i... zaczyna się zabawa. Marchewkę i ziemniaki wrzucam z powrotem do garnka, a bób łuskam ze skórki. Oczywiście, obierając go, podjadam, bo nie mogę się oprzeć:-) Kilka ziaren wrzucam do garnka, resztę miksuję w osobnym naczyniu. Masę bobową przekładam do reszty wywaru. Nie miksuję wszystkiego, bo to nie jest papka-krem dla niemowlaka. Do ugotowanej zupy wrzucam miętę. Mmm... co za zapach. Co za smak:-)

niedziela, 12 lutego 2012

Uszczęśliwiająca zupa z soczewicy

   Niemożliwe?;-) A dlaczego by nie? Ta zupa wywołuje uśmiech na twarzy, bo wygląda optymistycznie i pachnie tak zachęcająco, że nie sposób się jej oprzeć:-) Idealna w zimę, bo cudownie rozgrzewa i wizualnie, i smakowo.
   Pomarańczowe - jak wschodzące minisłońca - krążki marchewki, mrugające oczka złocistej oliwy, hiszpańska czerwień pomidorów, biel plasterków czosnku i zieleń selera naciowego. Dzięki krótkiemu procesowi gotowania, wszystko zachowuje swój kolor. A zapach przypraw... Mmm... 
   Często sięgam po soczewicę. Nie tak dawno dowiedziałam się, że zmniejsza napięcie oraz wyczerpanie nerwowe i fizyczne spowodowane zmęczeniem. Czyli, jak zwykle mój organizm dobrze podpowiada, co jest mu potrzebne. Polecam słuchanie swojej intuicji, a nasza dieta będzie zbawienna dla ducha i ciała;-)


Co jest potrzebne? Zmiksowałam chyba ze trzy przepisy, dodałam kilka swoich pomysłów i trochę tego się nazbierało.

  • 1 puszka soczewicy - ja wybieram np. "Happy Frucht" (puszka 400 g/po odsączeniu 240 g). Jeśli nie mam takowej w spiżarce, to biorę suche ziarno soczewicy czerwonej lub zielonej - ok. 1 szklanki. Na szczęście nie trzeba jej moczyć, a jedynie trochę dłużej gotować.
  • 1 puszka (400 g) całych pomidorów pelati bez skórki, pasteryzowanych (bez konserwantów jest produkowana np. przez Łowicz), albo ze cztery świeże mięsiste bardzo pomidorowe pomidory bez skórki.
  • 1 marchew średniej wielkości, obrana i pokrojona w cienkie plasterki,
  • 1 biała cebula pokrojona w drobną kostkę,
  • 2 ząbki czosnku pokrojone w cienkie plasterki,
  • 1 łodyga selera naciowego pokrojonego w plasterki lub niewielki kawałek korzenia selera pokrojonego w drobną kostkę,
  • 2 lub 3 niewielkie ziemniaki, obrane i pokrojone w kostkę,
  • 1/2 szklanki białego wytrawnego wina,
  • 1 szklanka gorącej wody,
  • oliwa - tyle, żeby pokryło cienką warstwą dno garnka, w którym będziemy gotować zupę,
  • 1/2 łyżeczki całych nasion kminku - prażonych na suchej patelni ok. minutę, tak by zaczęły wydzielać intensywny zapach,
  • kilka ziarenek zielonego pieprzu i kilka ziarenek kolendry utartych w moździerzu,
  • przyprawa garam masala - tyle, ile mieści się na czubku łyżeczki do kawy,
  • 1 liść laurowy,
  • 2 ziarnka ziela angielskiego,
  • 1 mała łyżeczka ostrego ketchupu,
  • sól
  • cukier, ostra papryka (mielona) - do dosmaczenia.
   Wlewam oliwę do garnka, w którym będzie gotować się zupa. Wrzucam na rozgrzaną oliwę marchew, cebulę, ziemniaki, seler, prażony kminek i sól. Wszystko mieszam i duszę przez ok. 5 minut. Następnie zalewam warzywa gorącą wodą i winem. Dodaję liść laurowy, ziele angielskie, garam masalę, odrobinę ostrej papryki i mieszankę pieprzu z kolendrą. Jeśli mam suche ziarno soczewicy, to wrzucam już teraz. Jeśli z puszki, to za kilka minut, kiedy marchewka i ziemniaki będą prawie miękkie. Wówczas też dodaję pokrojone pomidory wraz z zalewą. Dorzucam odrobinę cukru trzcinowego i ketchup.
   Zupa powinna być dość gęsta. Można podawać ją posypaną natką pietruszki. Niektórzy lubią przegryzać ją chlebem albo crostini.
   Doskonale smakuje odgrzewana na drugi dzień. O ile oczywiście coś zostanie...


   Przepis bierze udział w akcji kulinarnej na portalu Durszlak.pl: Ministerstwo Zupy:-)