Strony

Google Website Translator Gadget

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Słodkości. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Słodkości. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 23 marca 2014

Mini sernik z wiórkami kokosowymi, skórką pomarańczową i rodzynkami

   Zainspirował mnie przepis, który jakiś czas temu znalazłam na blogu Relish it i zanotowałam w swoim zeszycie. Kiedy najdzie mnie ochota na coś, ale nie wiem jeszcze na co, przeglądam książki kucharskie i zeszyty z przepisami. I dzisiaj przyszedł w końcu czas na mini sernik. Pozmieniałam trochę składników, pododawałam to i owo, i oto co mi wyszło:

  • 250 g twarogu (np. Capreggio Sottile Gusto),
  • 1 jajko,
  • 2 łyżki cukru trzcinowego (dzisiaj dałam jedną łyżkę cukru zgodnie z przepisem z bloga "Relish it" i sernik wyszedł trochę za mało słodki, dlatego proponuję zwiększyć ilość cukru),
  • 1 łyżka budyniu waniliowego,
  • 1 kropla aromatu waniliowego (na "Relish it" był arakowy),
  • skórka otarta z jednej pomarańczy (w oryginalnym przepisie była skórka otarta z połowy cytryny),
  • garstka rodzynek Helio (a tak przy okazji polecam fan page Helio na FB, bo można tam czasem wypatrzeć jakiś ciekawy przepis),
  • wiórki kokosowe do posypania (tego też nie było w oryginalnym przepisie).


   Przygotowanie mini sernika okazało się dziecinnie proste. 
   Do miski wrzuciłam ser, jajko, cukier, budyń i aromat. Potraktowałam całość mikserem. Do dobrze wymieszanej masy dołożyłam rodzynki, skórkę z pomarańczy i delikatnie wymieszałam.
   Całość przełożyłam do naczynia do zapiekania (wcześniej posmarowanego minimalnie olejem), uformowałam górę z wierzchołkiem na środku, bo serniki mają tendencję do opadania. Posypałam wiórkami kokosowymi i włożyłam na 45 minut do piekarnika nagrzanego do 170 stopni.
   Właściwie i ciepły, i wystudzony jest równie smaczny i wprost idealny na podwieczorek dla dwojga...
   Następnym razem spróbuję posypać gorzką czekoladą. 

piątek, 21 marca 2014

Babeczki bananowo-bakaliowe


   Coś na dobry początek weekendu i na rozpoczęcie wiosny:-) 


   Ponieważ jest to moment, kiedy jeszcze trudno o pełnowartościowe owoce, to dlaczego by nie skorzystać z suszonych w naturalny sposób, czyli bez konserwantów, dwutlenku siarki i innych paskudztw? Na szczęście można takie owoce w Polsce dostać, np. "Helio natura" - rodzynki sułtańskie, morele i śliwki kalifornijskie. Nie jestem zbytnią fanką suszonych śliwek, ale te podbiły, jeśli nie moje serce, to z pewnością podniebienie. Są przepyszne! 
   O właściwościach zdrowotnych rodzynek, suszonych moreli, śliwek długo by trzeba było pisać, bo że błonnik, że witaminy i mikroelementy... A banany? O tych też można by wiele. Ale od czego jest internet ;-) Polecam stronę Helio oraz vegeabc.blogspot.com - poradnik on-line dla początkujących wegetarian.
    Ale, ale, czas na przepis na babeczki bananowo-bakaliowe, zwane coraz częściej "muffinkami", jakby polskie sympatyczne słowo "babeczki" nie było wystarczająco dobre do określenia małego, wyrośniętego ciasteczka ukrytego w papierowej lub silikonowej mini foremce ;-)

  • 175 g mąki pszennej,
  • pół łyżeczki sody,
  • 120 g cukru trzcinowego,
  • 2 rozgniecione banany,
  • 50 g rodzynek sułtańskich (np. Helio natura),
  • 50 g moreli suszonych (jak wyżej - Helio natura:-)), 
  • 50 g suszonych śliwek kalifornijskich (najlepsze jakie kiedykolwiek wcześniej jadałam, czyli... Helio natura),
  • 5-6 łyżek soku wyciśniętego z pomarańczy,
  • 2 jajka,
  • szczypta soli,
  • 150 g oleju,
  • garść włoskich orzechów - do posypania babeczek.

   W jednej misce wymieszałam mąkę z cukrem i sodą. Dodałam rodzynki, pokrojone na kawałki suszone morele i śliwki oraz rozgniecione banany. Dokładnie wymieszałam.
   W drugiej misce roztrzepałam jajka, do których dodałam szczyptę soli, sok pomarańczowy oraz olej. 
   Masę tzw. "mokrą" przelałam do miski z mąką, bakaliami i bananami. Wymieszałam starannie.
   Następnie wypełniłam ciastem 14 babeczkowych foremek (12 w specjalnej babeczkowej formie + 2 silikonowe), a każdą posypałam rozdrobnionymi orzechami włoskimi.
   Babeczki powędrowały do piekarnika nagrzanego do 180 stopni.
   Kiedy zrobią się złote w kolorze, czyli po około 30 minutach, trzeba sprawdzić patyczkiem (ja używam szaszłykowych "wykałaczek"), bo może są już gotowe. Jeśli patyczek po wyjęciu z babeczki jest suchy, to najwyższy czas wyjąć wypieki z piekarnika.

Babeczki tuż przed włożeniem do piekarnika
W piekarniku - obserwacja procesu wzrostu :-)
i po wyjęciu z piekarnika
Sprawdzałam, co kryje się w środku :-)

   

niedziela, 19 maja 2013

Ciasteczka owsiane z żurawiną

   Ciasteczka są nie tylko owsiane, ale i orkiszowe, bo zabrakło mi płatków owsianych:-) Poza żurawiną dodałam jeszcze trochę prażonych ziaren słonecznika, żeby wzbogacić doznania smakowe. 
   Z podanych niżej składników upiekłam 22 solidne ciastka, które mogą być miłym dodatkiem do drugiego śniadania lub do popołudniowej kawy. Poza tym, że są pyszne, to dzięki zawartości płatków owsianych są także bardzo zdrowe, więc można je jeść bez wyrzutów sumienia.  
   Więcej o właściwościach płatków owsianych można przeczytać na stronie: www.zdrowadieta.waw.pl.
  • 100 g masła,
  • 200 g cukru trzcinowego,
  • 2 rozkłócone jajka,
  • szczypta soli (na jajka),
  • 100 g mąki pszennej,
  • 1/2 łyżeczki sody,
  • 300 g płatków owsianych,
  • 50 g płatków orkiszowych,
  • 250 g suszonej żurawiny,
  • 100 g uprażonych pestek słonecznika.
   W dużej misce utarłam masło z cukrem na puszystą masę. Stopniowo dodawałam rozkłócone jajka, cały czas mieszając. Następnie do masy dodałam  mąkę i sodę. Oczywiście mieszałam nieustannie :-) Na koniec dorzuciłam żurawinę, słonecznika i płatki. Odstawiłam mikser i całość wymieszałam już ręcznie. 
   Z ciasta formowałam spore kulki, które rozpłaszczałam na blasze. 
   Ciastka należy układać w dość dużych odstępach (9 sztuk na dużej blasze), bo podrosną w czasie pieczenia.
   A piecze się je w piekarniku nagrzanym do 180 stopni przez około 30-35 minut.

niedziela, 14 kwietnia 2013

Zapiekanka gruszkowo-jabłkowa

   Coś na słodko-słono, czyli zapiekane z kozim serem gruszki, jabłka i żurawina.  Pyszne na podwieczorek albo na lekką kolację dla dwojga :-)

  • 2 gruszki,
  • 1 jabłko,
  • garść suszonej żurawiny,
  • 2-3 łyżki syropu klonowego,
  • 200 g koziego sera,
  • orzechy włoskie do posypania.
  W naczyniu do zapiekania układam na przemian pokrojone w cienkie plasterki gruszki i jabłka. Mogą być obrane, ale nie przeszkadza też wersja ze skórką. 
  Posypuję je żurawiną, startym serem kozim i orzechami włoskimi. Polewam syropem klonowym.
  Zapiekanka wędruje do piekarnika nagrzanego do temperatury 140 stopni na około 30-35 minut. I gotowe :-)

wtorek, 19 marca 2013

Ryżowa zapiekanka ze śliwkami

  Kiedy nachodzi mnie ochota na coś słodkiego, to ryżowa zapiekanka ze śliwkami jest bardzo dobrym rozwiązaniem.


  • 200 g ryżu praboiled,
  • 450 g śliwek mrożonych bez pestek,
  • 2 jajka,
  • 250 g serka typu mascarpone,
  • 1 łyżka cukru z wanilią,
  • 1 łyżka cynamonu,
  • 3 łyżki miodu np. lipowego,
  • trochę płatków migdałów i orzechów włoskich.
  Śliwki rozmrażam. Wybieram te z Hortexu, bo zazwyczaj są dorodne, zatem pewnie zachowały swoje właściwości odżywcze:-) 
Ryż gotuję (ok. 15 minut). Jajka ubijam z cukrem z wanilią i z serkiem mascarpone. 
  Na dnie blaszki kładę warstwę ugotowanego ryżu, na której układam rzędami połówki śliwek, które polewam miodem i posypuję cynamonem. Całość polewam mieszanką jajek i serka. Na wierzch rzucam tu i tam płatki migdałów i kawałki orzechów włoskich.
   Zapiekam w 180 stopniach przez ok. 35-40 minut. Pod koniec, na ok. 5 minut, włączam termoobieg, żeby wierzch się trochę podpiekł.
   Podaję z serkiem waniliowym. 
   Dzisiaj doszliśmy do wniosku, że na zimno zapiekanka smakuje nawet lepiej od takiej świeżo wyjętej z piekarnika.


niedziela, 3 marca 2013

Jabłka do naleśników

  Dawno tu nie zaglądałam, ale nie znaczy to, że przez cały luty nie gotowałam:-) Wręcz przeciwnie, i gotowałam, i piekłam, ale jakoś nie miałam weny do pisania o tym.
   Jednak wczoraj, kiedy zauważyłam, że jabłka, które miały być ligolami - soczystymi i twardymi, ligolami nie są, postanowiłam je udusić i podać do naleśników, a potem o tym napisać na blogu:-)
   Kiedy nie wiadomo co zrobić z jabłkami, które w wersji pierwotnej nie bardzo smakują, można je przetworzyć w prosty i szybki sposób, a potem wykorzystać np. jako farsz do naleśników.
  • 4 jabłka,
  • 1 łyżka soku z cytryny,
  • garść żurawiny,
  • 1 łyżka miodu pitnego (np. trójniak),
  • i do posypania - prażone płatki migdałów,
  • a do polania syrop klonowy.
   Jabłka umyłam, obrałam, usunęłam gniazda nasienne, starłam na tarce o dużych oczkach. Wrzuciłam do garnka, polałam cytryną i dusiłam na małym ogniu pod przykryciem. Dodałam żurawinę oraz miód pitny i jeszcze przez chwilę dusiłam, mieszając od czasu do czasu. Takie przygotowanie jabłek nie zabiera dużo czasu.
   Podałam je do usmażonych wcześniej naleśników.
   Po nałożeniu na naleśnik, wystarczy posypać duszone jabłka płatkami migdałów, uprażonymi wcześniej na suchej patelni, zwinąć naleśnik w rulonik i polać syropem klonowym. W zależności od słodkości jabłek, albo kilkoma kroplami, albo nie żałować sobie, bo to akurat jest zdrowy słodzik :-)
   Ponieważ nasmażyłam górę naleśników, to dzisiaj będzie wersja z z serem i rodzynkami.

sobota, 5 stycznia 2013

Naleśniki z serem i rodzynkami

   Naleśniki pojawiają się u nas w domu dość często, ale z serem tylko od czasu do czasu, bo nie zawsze chce mi się robić serowe nadzienie. 
   Tym razem wyszły tak sympatycznie na zdjęciach, że postanowiłam to pokazać:-) Oczywiście smakowo były fantastyczne. 
   Do zrobienia nadzienia potrzebne są:
  • 1 opakowanie serka riccotta (250 g to idealna porcja do 4 naleśników), 
  • 1 żółtko, 
  • 2 łyżeczki cukru waniliowego,
  • 1 łyżeczka cukru pudru i 
  • garść rodzynek (wcześniej namoczonych).
   Naleśniki odsmażyłam na klarowanym maśle, dlatego pewnie tak ładnie się przyrumieniły. Podałam posypane cukrem pudrem w towarzystwie plasterków pomarańczy i pestek granatu.



piątek, 21 grudnia 2012

Ciasteczka sezamowe

   Przepis na ciasteczka sezamowe znalazłam jakiś czas temu na blogu kasiekwgotuje.blogspot.com i właśnie dzisiaj natchnęło mnie, żeby je upiec. A jak to ze mną bywa, zmieniłam odrobinę oryginalny przepis:-) 
  • 1,25 szklanki mąki, 
  • 1 szklanka sezamu - dałam mieszany ciemny i jasny,
  • 1 łyżka cynamonu,
  • 1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia, 
  • szczypta soli,
  • 0,5 szklanki cukru trzcinowego,
  • 2 czubate łyżki cukru waniliowego - tego z prawdziwą wanilią:-)
  • 100 g masła,
  • 1 jajko,
  • 0,5 szklanki miodu.
  W jednej misce wymieszałam mąkę, sezam, cynamon, proszek do pieczenia i sól. 
W drugiej zmiksowałam jajko z cukrem i cukrem waniliowym. Dodałam miód, a następnie miękkie pokrojone na kawałki masło. Jeszcze przez chwilę mieszałam, żeby wszystko dobrze się połączyło. 
   Do tzw. mokrej masy dodałam powoli, cały czas mieszając, tzw. suche składniki. Pod koniec, ponieważ masa robi się dość gęsta, mieszałam łyżką, bo mikser mógłby nie dać rady.
   Wyrobione ciasto przykryłam folią i odstawiłam na około 40 minut do lodówki.
   Dobrze jest mieć pod ręką mąkę, kiedy wyrabia się z masy kulki, inaczej kleją się do ręki. Kulki, po położeniu na na blasze wyłożonej papierem do pieczenia układałam w sporych odstępach od siebie i spłaszczałam. Wyszło mi 31 płaskich okrągłych ciasteczek (dwie blachy).
   Piekłam je najpierw 15 minut w 180 stopniach, a potem jeszcze 10 minut w 150 stopniach. Kiedy w całym domu pachniało sezamem i cynamonem, a ciastka zrobiły się złoto-brązowe, wyjęłam je z pieca wystudziłam na kratce.

niedziela, 16 grudnia 2012

Zapiekanka z kaszy jaglanej z żurawiną

   Kolejna słodka wersja zapiekanki z kaszy jaglanej. Idealna na lekką kolację.

  • 1 niepełna szklanka kaszy jaglanej,
  • szczypta soli,
  • 1 jajko,
  • 250 g serka mascarpone,
  • 2 łyżki cukru trzcinowego,
  • solidna garść suszonej żurawiny,
  • garść migdałów w płatkach,
  • odrobina masła do wysmarowania naczynia do zapiekania,
  • syrop klonowy.

  Kaszę wrzuciłam na sitko i przepłukałam najpierw zimną wodą, potem wrzątkiem, a następnie wrzuciłam ją do gotującej wody (2 szklanki wody na 1 szklankę kaszy). Dodałam szczyptę soli. Kaszę trzeba mieszać od czasu do czasu, żeby się nie przypaliła. Po około 10 minutach jest gotowa. 
  Żurawinę wrzuciłam na kilka minut do ciepłej wody, żeby zmiękła.  
  Zmiksowałam 1 jajko z 1 łyżką cukru trzcinowego i serkiem mascarpone. 
  Na dnie wysmarowanego masłem naczynia żaroodpornego położyłam cienką warstwę kaszy, zalałam ją połową masy jajeczno-serowej, posypałam odsączoną żurawiną. Na to położyłam kolejną warstwę kaszy, zalałam resztą masy jajeczno-serowej, posypałam płatkami migdałów i pozostałym cukrem trzcinowym.
   Zapiekanka powędrowała do piekarnika nagrzanego do 180 stopni, gdzie piekła się 35 minut pod przykryciem, a następnie 25 minut już odkryta w 150 stopniach.
   Podałam polaną syropem klonowym. Najlepiej używać oryginalnego kanadyjskiego, który jest słodki sam z siebie. Do wszelkich "klonowopodobnych" dodawany jest zwyczajny cukier i wówczas mamy do czynienia z ulepkiem, a nie przyjemną, zdrową (syrop klonowy zawiera wiele związków o działaniu przeciwzapalnym i przeciwnowotworowym) specyficzną słodyczą.

piątek, 14 grudnia 2012

Pierniczki z lukrem

   Dzisiaj pierwszy raz w życiu zrobiłam pierniczki, do których dodałam przyprawę korzenną własnej roboty (pisałam o niej dzisiaj w poście poniżej przepisu na domową musztardę - obydwa przepisy to też mój debiut) i które ozdobiłam lukrem zrobionym też po raz pierwszy w życiu;-) Tyle pierwszych razów za jednym zamachem daje olbrzymią satysfakcję:-)

  • 300 g mąki pszennej,
  • 100 g mąki żytniej pełnoziarnistej (dodałam żytnią razową, bo taką miałam w spiżarce),
  • 130 g cukru pudru,
  • 1 łyżka kakao,
  • 1 łyżka przyprawy korzennej do pierniczków,
  • 1 płaska łyżeczka sody oczyszczonej,
  • 2 duże jaja,
  • 100 g miodu,
  • 100 g roztopionego masła.

   Na początku zmieszałam obie mąki z cukrem, przyprawą korzenną, sodą i kakao. Potem w wbiłam jajka, dodałam miód, masło. Wyrobiłam ciasto, które trochę się klei, ale ma przyjemną miękką konsystencję.
   Podsypałam blat mąką pszenną, ale nie za dużo, żeby ciasto nie straciło miękkości. 
   Wałkowałam placki o grubości ok. 4-5 mm, z których wykrajałam pierniczki.
   Serduszka i gwiazdki wędrowały do pieca rozgrzanego do 180 stopni na 10-12 minut.
   Lukier zrobiłam z 1 białka ubitego z 1,5 szklanki cukru pudru i 1 łyżeczką soku z cytryny. Esy-floresy robiłam za pomocą szprycy cukierniczej.
      Pierniczki są znakomite do kawy, ale i bez kawy też są mniamuśne. 


Przyprawa do pierniczków

   Postanowiłam upiec pierniczki na spotkanie świąteczne w szkole języka włoskiego "Parole Parole". Zaczęłam od przygotowania przyprawy korzennej. Oczywiście, jak zawsze, zrobiłam kompilację kilku przepisów znalezionych czy to w sieci, czy w książkach.
   Do mojej mieszanki potrzebne są:
  • 2 owoce kardamonu,
  • 1 gwiazdka anyżku,
  • 1 łyżeczka kolorowego pieprzu,
  • 6 ziarenek ziela angielskiego,
  • 1 łyżeczka kolendry,
  • 1,5 łyżeczki goździków,
  • 0,5 gałki muszkatołowej,
  • 4 łyżeczki cynamonu,
  • 2 łyżeczki imbiru.
  W moździerzu utarłam ziarenka z owoców kardamonu, ziarenka z gwiazdki anyżku, pieprz, ziele angielskie, kolendrę i goździki. Następnie dodałam startą gałkę muszkatołową, cynamon i imbir. 
   Wszystko wymieszałam i zamknęłam w szczelnym słoiczku. Wyszło ok. 40 g przyprawy.

poniedziałek, 22 października 2012

Placki serowo-bananowe

   Kiedy mamy ochotę na słodką kolację, to przygotowuję błyskawiczne, puchate i smakowite placki serowo-bananowe.
   Zaczynam od oddzielenia żółtek od białek. Białka ubijam z odrobiną soli na sztywną pianę. Żółtka ucieram z cukrem waniliowym. 
   Następnie do utartych słodkich żółtek dodaję serek oraz mąkę i mieszam przez chwilę mikserem. Po chwili do masy dorzucam rozgniecione widelcem banany i wcześniej ubite białka. Mieszam wszystko delikatnie łyżką i natychmiast smażę na prawie suchej patelni (ledwie przetartej olejem).
   Placki wychodzą puchate i delikatnie słodkie. A żeby już w ogóle było mniamuśnie, to przed podaniem posypuję je odrobiną cukru pudru. Najsmaczniejsze są ciepłe. Hmm... właściwie nie wiem, jak smakują zimne, bo zawsze wszystkie znikają zanim zdążą się schłodzić ;-)




środa, 17 października 2012

Makaron z pestkami granatu

   Idealny przepis na szybką kolację na słodko - połączenie makaronu, serka wiejskiego i pestek granatu. Przygotowanie takiej potrawy trwa tyle, ile potrzeba czasu na ugotowanie makaronu. 
   Na odsączony makaron wędruje górka serka wiejskiego, a na nią pestki granatu. I już:-) Niby proste i szybkie, a wygląda i smakuje rewelacyjnie:-)


Gruszki zapiekane z kozim serem

  Sezon na gruszki trwa, więc warto je teraz kupować i jeść pod każdą postacią, bo są nie tylko pyszne, ale i bardzo zdrowe. Na portalu abc zdrowie można przeczytać o ich właściwościach odżywczych: "(...) Spośród wszystkich składników mineralnych gruszki zawierają najwięcej potasu. Bogate są jednak także w: fosfor, wapń, magnez, sód, miedź, żelazo, bor oraz jod. Gruszka to bogate źródło kwasów owocowych – jabłkowego i cytrynowego – oraz węglowodanów, pektyny, błonnika i olejków eterycznych. Gruszka zawiera też witaminy: A, B1, B2, B6, C i PP, dlatego powinna być częstym składnikiem zdrowej diety. W miarę dojrzewania owoców ilość pektyn i kwasów owocowych maleje, rośnie zaś zawartość cukrów. (...)"
   A oto przepis na słodko-słoną zapiekankę:

  • 1 i 1/2 gruszki na osobę,
  • ser twarogowy kozi,
  • syrop klonowy,
  • cynamon,
  • białe półsłodkie wino, np. Tokaji Harslevelu (opcjonalnie).

   Gruszki myję, obieram i kroję na ćwiartki. Układam po półtorej gruszki w niewielkim naczyniu do zapiekania. Posypuję pokruszonym kozim serem. Polewam niewielką ilością syropu klonowego i ewentualnie, jeśli ma być to danie bardziej wykwintne, to także odrobiną białego półsłodkiego wina. Posypuję niewielką ilością cynamonu.
   Zapiekam w piekarniku nagrzanym do 150 stopni przez 25 minut. 
   Tym razem podałam przystrojone pestkami granatu - dla przełamania koloru;-)

piątek, 28 września 2012

Owocowa zapiekanka z kaszy jaglanej

  Pozostając w temacie śliwek i innych owoców dostępnych o tej porze, zrobiłam na wieczorny posiłek zapiekankę z kaszy jaglanej na słodko. 
   Jak można przeczytać na stronie firmy Sante: "Kasza jaglana jest bardzo smaczna i niezwykle zdrowa. W Polsce bardzo popularna dawno temu, potem o niej zapomniano, a dziś znów wraca do łask." U nas w domu pojawia się często, bo bardzo ją lubimy. 
   Baza przepisu na zapiekankę pochodzi z opakowania 350 g kaszy jaglanej Sante. Dodatek śliwek i jagód to mój pomysł:-)
  • 350 g kaszy jaglanej, czyli ok. 1,5 szklanki,
  • 1 żółtko,
  • 1 opakowanie serka typu mascarpone (250 g),
  • 1,5 łyżeczki cukru trzcinowego,
  • śliwki węgierki przekrojone na pół, pozbawione pestek,
  • opakowanie jagód lub borówek (250 g),
  • 3 szklanki wody do ugotowania kaszy,
  • 0,5 łyżki soli,
  • masło do wysmarowania formy do zapiekanki,
  • śmietana wymieszana z cukrem waniliowym albo serek homogenizowany o smaku waniliowym.
  Zgodnie z informacją na opakowaniu zaczęłam od przepłukania zimną wodą kaszy przesypanej na sitko. Następnie przelałam ją wrzątkiem, co ponoć umożliwia usunięcie goryczki często występującej w kaszy jaglanej. 
  Następnie wrzuciłam kaszę do garnka, w którym wrzała woda. Dodałam sól i gotowałam pod przykryciem na małym ogniu, mieszając od czasu do czasu. Producent podaje, że kasza ma się gotować około 20 minut, do momentu wchłonięcia wody. Moja była gotowa po 10 minutach, więc warto sprawdzić:-)
  Włączyłam piekarnik, żeby nagrzał się do temperatury 180 stopni. 
  Kiedy kasza się gotowała, utarłam żółtko z cukrem, dodałam do tego serek i jeszcze przez chwilę miksowałam.
   Połowę ugotowanej kaszy przełożyłam do wysmarowanej masłem formy do zapiekania. Na to położyłam śliwki, polałam połową mieszanki żółtka i sera. Następnie położyłam drugą warstwę kaszy, i wylałam na to resztę mieszanki żółtkowo-serowej. Na wierzch położyłam jagody.
   Piekłam około 60 minut.
   Podałam polane serkiem homogenizowanym z wanilią.

czwartek, 27 września 2012

Knedle ze śliwkami

  Kolejny debiut dzisiaj - tym razem knedle ze śliwkami, bo akurat jest pora śliwkowa. A że śliwki węgierki warto jeść, to wiadomo, bo są nie tylko pyszne, ale i bardzo zdrowe. 
   Przepis dostałam od swojej szwagierki - Basi. W pierwszym podejściu nie dorównałam ideałowi, bo dałam trochę za dużo ciasta (albo za mało śliwek), ale smak i tak był wyborny;-) Teraz wiem, że następnym razem mogę dać mniej ciasta na poszczególne kluski, bo jest ono na tyle sprężyste, że knedle nie powinny pękać w trakcie gotowania.

  • 400 g ugotowanych ziemniaków,
  • 150g mąki pszennej + mąka do posypania blatu,
  • 300 g śliwek węgierek, przekrojonych na pół i wydrążonych z pestek,
  • 1 jajko,
  • 0,5 łyżki soli,
  • 1 łyżka oleju,
  • 2 łyżki masła,
  • bułka tarta,
  • cukier trzcinowy.
   Ziemniaki, zaraz po ugotowaniu, jeszcze ciepłe, przetarłam przez praskę. Odstawiłam do ostygnięcia. 
   Na blat, wcześniej posypany lekko mąką, wyłożyłam przetarte zimne ziemniaki, na nie nasypałam mąkę i wbiłam jajko. Całość przez chwilę wyrabiałam do uzyskania sprężystego, jednolitego ciasta, które nie kleiło się do dłoni. Nie można się nad nim pastwić zbyt długo, bo będzie się robiło coraz rzadsze. 
   Wyrobione ciasto owinęłam w folię i odstawiłam na kilkanaście minut. 
   W międzyczasie wstawiłam na gaz garnek z wodą. Kiedy zaczęła wrzeć, dodałam sól i olej.
   Z kawałków ciasta toczyłam wałeczki, a z wałeczków odkrajałam plasterki, które rozpłaszczałam na kształt placuszków. Do środka takiego nieregularnego placuszka wkładałam połówkę śliwki i zwijałam w kulkę. Kulki odkładałam na posypaną mąką deskę, z której wygodniej wrzucało się je potem do wrzącej, wody.
   Knedle gotowałam na małym ogniu około 5-6 minut od chwili ich wypłynięcia na powierzchnię wody.
   W czasie, kiedy knedle się gotowały, na małej patelni rozpuściłam masło, do którego dodałam trochę bułki tartej.
   Knedle podałam polane masłem z bułką tartą i posypane trzcinowym cukrem.

Cantucci, czyli włoskie suchary do kawy

  Nigdy wcześniej nie piekłam cantucci, więc dlaczego mnie wzięło na te toskańskie migdałowe ciasteczka? A dlaczego by nie:-) Doskonale pasują do kawy, a że jestem kawoszem, więc pewnie długo nie poleżą... Chociaż z drugiej strony, nie da się ich zjeść za dużo, bo są dość słodkie i twarde, jak na suchary przystało:-) 
  Moje, w odróżnieniu od oryginału, nie mają aromatu ani cytrynowego, ani pomarańczowego, ale trochę pachną wanilią:-) Myślę, że następną porcję wzbogacę o żurawinę i może dodam orzechy włoskie. 
  Oto składniki:
  • 0,5 kg mąki pszennej,
  • 300 g cukru trzcinowego,
  • 3 jajka,
  • 1 dodatkowe żółtko do posmarowania,
  • 300 g migdałów (ze skórką),
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia,
  • 1 łyżeczka cukru waniliowego (najlepiej z prawdziwą wanilią, a nie sztucznym aromatem),
  • szczypta soli.
   Zaczęłam od uprażenia migdałów na suchej patelni, na niedużym ogniu. Mieszałam je od czasu do czasu. Gotowe są w momencie, kiedy rewelacyjny aromat prażonych migdałów wypełnia kuchnię.
   Włączyłam piekarnik, żeby nagrzał się do 180 stopni.
   Oddzieliłam białka od żółtek. Białka z odrobiną soli ubiłam na sztywną pianę. Żółtka utarłam z cukrem trzcinowym i waniliowym. Do żółtek dodałam ubite białka i delikatnie wymieszałam. Do dużej miski przesiałam mąkę, do której dodałam proszek do pieczenia, a następnie żółtka z białkami. Początkowo wymieszałam to wszystko łyżką. Potem przełożyłam na blat posypany mąką i wyrobiłam ciasto, do którego dodałam wystudzone migdały. Migdały dodałam w całości, a nie siekane jak sugerują inne przepisy, bo z całymi ciasteczka fajniej wyglądają w przekroju.
   Z ciasta utworzyłam cztery wałki o grubości około 2-2,5 cm. Ułożyłam je na papierze do pieczenia, posmarowałam rozbełtanym żółtkiem i włożyłam do piekarnika na 20 minut.
   Następnie, po wyjęciu z piekarnika, ciepłe pokroiłam ostrym nożem po skosie na 1 cm kromki/plasterki i ponownie włożyłam do piekarnika, w którym zmniejszyłam temperaturę do 150 stopni. 
   Po 10 minutach przewróciłam kromki na drugą stronę, po kolejnych 10 minutach znowu je poprzekręcałam. Po następnych 10 minutach zrobiłam ponowną przewrotkę i wyłączyłam piekarnik. Posiedziały w nim jeszcze około 15 minut. Pewnie mogłam je jeszcze trochę podpiec, to miałyby mocniejszy kolor, ale z tym poeksperymentuję następnym razem. 
   Idealne ciasteczka do maczania w gorzkiej kawie, mleku albo kakao.


piątek, 27 lipca 2012

Drożdżowe racuchy z jabłkami

   Kupiłam jabłka z myślą o schrupaniu ich w ramach przekąski. Niestety, były tak kwaśne, że nie dałam im rady... Jak można je zatem było wykorzystać? Oczywiście w wersji racuchowej, według przepisu mojej mamy.

  • 3 jajka,
  • 1 i 1/2 szklanki mleka,
  • 2 szklanki mąki,
  • około 2/3 opakowania suszonych drożdży,
  • 1/2 szklanki cukru trzcinowego,
  • szczypta soli,
  • 2 łyżki oleju,
  • 3 jabłka,
  • cukier puder i cynamon.

   Zaczęłam od rozbicia jajek i posypania ich szczyptą soli, bo to ponoć pomaga w ubijaniu;-). Mikserem ubijałam je przez chwilę, następnie, nie przerywając mieszania, dodałam do nich cukier, a potem mleko, które wcześniej lekko podgrzałam do temperatury pokojowej. Mieszankę mąki i drożdży stopniowo dosypywałam do mieszanki jajeczno-mlecznej. Oczywiście cały czas ubijając:-) 
   Ciasto nie powinno być ani za gęste, ani zbyt ciekłe. Jego konsystencję można regulować przez dodawanie mąki, gdy jest lejące, albo mleka, gdy stawia zbyt duży opór;-) Na koniec dodałam olej i wymieszałam całość już nie mikserem, ale łyżką. 
   Odstawiłam ciasto w ciepłe miejsce, o co ostatnio nie jest trudno, na godzinę. Dobrze, że miska była spora, bo po tym czasie znacznie powiększyło swoją objętość. Do tak przygotowanego ciasta dodałam jabłka - wcześniej umyte, obrane i pokrojone w cienkie niewielkie plasterki.
   Racuchy smażyłam na ledwo posmarowanej oliwą patelni, bo nie lubię tłustych placków. 
   Są doskonałe na ciepło, posypane cukrem pudrem i cynamonem, a jeśli uda się zachować kilka na następny dzień - nam się udało, to na drugie śniadanie w wersji na zimno smakują równie wyśmienicie:-)

wtorek, 19 czerwca 2012

Serowe kluseczki z cukrem i cynamonem

   Słodka kolacja? Proszę bardzo:-) Oto przepis mojej mamy na smaczne i szybkie danie - tak zwane kluski "kładzione". 

  • 250 g półtłustego twarogu,
  • 2 jajka,
  • 1 szklanka mąki,
  • sól,
  • cynamon,
  • cukier trzcinowy,
  • 1 łyżka masła.
   W misce widelcem rozgniotłam twaróg, wbiłam do niego dwa jajka, posypałam szczyptą soli i przez kilka minut mieszałam mikserem. Dodałam mąkę i dalej miksowałam. Ciasto powinno być dość gęste. Jeśli ser jest wilgotny, to trzeba dorzucić trochę więcej mąki. 
   Mama poleca dalszą "walkę" z ciastem za pomocą łyżki - chodzi o dostarczenie ciastu powietrza, czyli energiczne klepanie ciasta łyżką w czasie, gdy w garnku woda zaczyna wrzeć:-) Do wrzątku należy dodać trochę soli.
   Na łyżkę bierze się niewielką ilość ciasta i wrzuca do gotującej wody. Dzięki zanurzaniu łyżki w wodzie, ciasto nie przywiera do łyżki i łatwiej jest "kłaść" kluski. Jak tylko kluseczki wypłyną na powierzchnię wody, to wystarczy gotować je około 3 minut. W tym czasie, jeśli ciasto było dobrze dotlenione, to trochę podrosną.
  U nas w domu podajemy je posypane cynamonem i cukrem, a następnie polane rozpuszczonym wcześniej masłem.